poniedziałek, 16 stycznia 2012

W ciemności

Napisałam wczoraj do A. smsa, że nie mogę przeczytać jego długiego listu napisanego w sprawach służbowych, bo jestem w kinie, a po powrocie odpisałam na ten jego długi i złożony list, że nie mogę pisać, bo późno już i idę spać.
„Jasne, kino męczy [mam nadzieję, że to nie ten film o zagładzie]” – taką dostałam odpowiedź.
Więc ja z kolei napisałam, że w kinie byłam na Dziewczynie z tatuażem i było mroczno, ale pewnie nie aż tak jak W ciemności. I wtedy A. napisał do mnie tak:
„A mnie w święta żona kazała oglądać na video to Millenium w wersji szwedzkiej i wystarczy mi wrażeń na rok. Kanały lwowskie jakoś mnie nie ciągną”.
Mnie jednak trochę ciągnęły te kanały i ciągnęły (choć nie wiem do jakiego stopnia) Piotra  I rzeczywiście film okazał się mroczny. Okazał się też straszny. W ten sposób w ciągu dwóch dni obejrzeliśmy dwa mroczne i straszne filmy, z których jednak ten drugi był bardziej przejmujący, jako że dotyczył wydarzeń, które działy się naprawdę, a także dlatego, że oglądając go nie mogłam się opędzić od myśli o kimś bardzo mi bliskim, kto – ciekawa jestem – czy już W ciemności zobaczył. A teraz siedząc pod kołdrą w zaśnieżonym bloku pod plakatem z przedstawieniem palmy, koziołków i morza, i z napisem „Come to Palestine” zastanawiam się, czy będę miała odwagę z tym kimś porozmawiać o filmie Holland, czy tez jak zwykle nie. A jutro już na pewno do żadnego kina nie pójdę. W ogóle uważam, że tych trosk na dziś wystarczy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz