- Jaki piękny i zdrowy królik – rzekł z podziwem weterynarz, po oględzinach poszczególnych części ciała naszego Michała. Obejrzał jego króliczy brzuch, uszy, oczy, łapki, zęby, a nawet zajrzał pod ogon i zbadał serce. I wtedy właśnie dzielny Michał wyrwał się z jego żelaznego uścisku i podjął próbę owinięcia się w koło szyi (może po to, by dla niepoznaki udawać kołnierz z lisa?), w międzyczasie obsikując obficie doktorski fartuch, czemu towarzyszyły okrzyki zachwytu wydawane przez Mateusza.
- Obsikał mnie – powiedział z rezygnacją weterynarz.
- Tak ha ha – zakwiczał Mateusz radośnie – u nas też ciągle coś obsikuje!
- A jak pan doktor uważa – zagadnęłam, żeby zmienić temat – czy tego oto tu królika należy wykastrować?
- Osobiście bym nie kastrował – rzekł tonem fachowym doktor – aby nie narażać zwierzątka na dodatkowy stres.
Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą.
- Należy się 10 zł – powiedział, a ja wysupłałam z kieszeni wymięty banknot i poszliśmy. Mateusz, królik i ja.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz