Tydzień doniosłych wiadomości. A
są one takie: po pierwsze – dostałam pieniądze na książkę o relikwiach; po
drugie – Benedykt XVI zapowiedział abdykację ze swego dostojnego stolca; po
trzecie – rozwiodłam się z NNem. Pieniądze mnie uradowały, odejście papieża nie
zmartwiło, a nawet wiele nie obeszło, za to kolejny proces w sądzie, to było
wydarzenie! to były emocje! Niemal z tego wszystkiego dostałam zawału serca,
ale jednak (o dziwo) mój organizm okazał się nadzwyczaj wytrzymały i zdrowy, i jakoś to wszystko
przetrzymał, a ja razem z nim.
We wtorkowy piękny poranek, o godzinie 10.45 stanęliśmy w sądzie przed sobą z NNem twarzą w twarz i się
zaczęło, kto komu jaką krzywdę zrobił i czyja krzywda była większa. NN żalił
się, że w trakcie trwania naszego małżeństwa chodziłam z byłym chłopakiem na
kawę. Żalił się na Piotra, że za wysoki (a ciekawe, że podawał dokładnie jego
wzrost 194 cm) i za ciężki (i wagę podawał, ale zbyt dużą, bo Piotr waży nieco
mniej niż 100 kg). Wspominał o króliku (jako rzekomo jedynej istocie u nas w
domu, którą kocha Mateusz). Ale też twierdził, co mnie mile zaskoczyło, że nasze
pożycie było bardzo udane: nie wiadomo więc, skąd to całe rozstanie i związane
z nim zamieszanie. Na zwyczajową wspólną porozwodową kawę oraz ostatkowe ciastko z kremem się nie udaliśmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz