czwartek, 26 stycznia 2012

Chemikalia

Wiedziały gały, co brały. Jaka się w tym stwierdzeniu kryje mądrość! a może nie kryje się wcale? Może żadnej w tym mądrości nie ma? Znam wiele osób, które łączyły się w pary z trudno wytłumaczalnego powodu i jakoś tam im razem dobrze się wiedzie, a i pary na oko bardzo do siebie pasujące, których pożycie zakończyło się szybko, z wielkim hukiem, albo nawet po jakimś czasie, ale w niezbyt miłej atmosferze.
Decydując się na związek z kimś nigdy nie można wiedzieć, co z tego wyniknie, a często niestety lekceważy się tak zwane ostrzegawcze sygnały, ale bywa i tak, że ich znaczenie da się zrozumieć dopiero jak jest już po wszystkim. Kiedyś byłam w pewnej organizacji pozarządowej, żeby porozmawiać z psychologiem o różnych sprawach związanych z sytuacją Mateusza. Przy okazji opowiadałam też sporo o sobie i różnych moich historiach (których było całkiem sporo), i wówczas usłyszałam pytanie: „A dlaczego pani tak długo była w tym związku”?  Osłupiałam wtedy i mowę mi odjęło, bo dotarło do mnie, że nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Do teraz zresztą, raz na półtora tygodnia (choć może przesadzam: niech będzie, że raz na miesiąc) to pytanie powraca, niemal za każdym razem przywodząc mnie do dość ponurych refleksji na własny temat. Ale dziś, w styczniowe, pełne słońca południe, siedząc w oparach pasty do muzealnych podłóg, które wyżerają niewielkie otwory w mózgu, właściwe odpowiedzi same przychodzą mi do głowy:
- Bo może nie chciałam być sama (jakby w tym rzeczywiście było coś strasznego…)
- Bo jak już byłam w tym związku, to tak to jakoś leciało i nie było jak – ot, tak sobie tego przerwać.
- Bo urodził się Mateusz i wtedy to już naprawdę wydawało się, że trudno z tym wszystkim skończyć.
- I może myślałam wtedy: „O już mam tyle-a-tyle lat, stara jestem, nie ma co zaczynać wszystkiego na nowo”.
Taki jest oto zbawienny wpływ wdychania chemikaliów, że do głowy przychodzą same najprostsze odpowiedzi na najbardziej kłopotliwe pytania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz