Mateusz ma w szkole do czytania lekturę pt. Oto jest Kasia.
Z oporami wypożyczył książkę
z biblioteki („Obawiam się, że to dla dziewczyn” – powiedział) i w
poniedziałkowe popołudnie zasiadł na kanapie do czytania.
- I co? Ciekawe? – zapytałam po jakimś czasie, przerywając
czynność smażenia naleśników.
- Łuuuup. Nie, nie podoba mi się. To jest jednak dla
dziewczyn. Ta cała Kasia ma same koleżanki, a w ogóle w jej szkole też są same
dziewczyny. I w ogóle ta Kasia jest okropna, bardzo niemiła, ciągle innych
obgaduje i się dąsa – wystękał Mateusz – A do tego jest niemądra, i nie lubi szpinaku i jajecznicy!
Znowu minęło parę minut. Mateusz wkroczył do kuchni,
ocierając demonstracyjnie pot z czoła.
- Nie wiem, kto wymyślił, żeby ta książka była szkolną
lekturą. Jest w niej mnóstwo o
upokarzaniu innych. Czy dzieci powinny w szkole czytać coś takiego?