poniedziałek, 16 stycznia 2012

Millennium

W niedzielę śnieg padał i pruszył, a dzisiaj – w poniedziałek pada dalej. Zadzwoniłam do Mateusza, który jest na wsi. Wczoraj powiedział mi, że tam, między Zamościem a Hrubieszowem, śniegu jest po kolana. A dzisiaj, jak przyznał, siedzi w domu i nie może wyjść, bo zasypało drzwi wejściowe do domku babci. Jest zimno i wszędzie góry śniegu. Ogląda na przemian dwa kanały telewizyjne, które są na tym skaju świata dostępne.



Tymczasem Piotr i ja prowadzimy niemal prawdziwie wielkomiejskie życie. Wczoraj poszliśmy na Dziewczynę z tatuażem, czy właściwie – bo tak się powinien raczej nazywać ten film: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Po krótkich rozważaniach, czy zostawić to na poniedziałek, czy też lepiej zrealizować możliwie szybko (choć zrezygnowaliśmy z pokazów organizowanych w nocy z czwartku na piątek), wybraliśmy się najpierw do kina w Pałacu Kultury, ale tam okazało się, że dla chętnych widzów wolny jest tylko drugi rząd. Szybko więc podjęliśmy decyzję, że przestronniej będzie z pewnością w kinie na ulicy Chmielnej. Kiedy tam już jednak dotarliśmy, wyszło na jaw, że zostały miejsca jedynie w pierwszym rzędzie. Podjęliśmy więc szybką decyzję, żeby nie chodzić dalej i nie jeździć po zimnym i śnieżnym mieście. Kino byłe pełne ludzi i szczerze mówiąc, to dawno czegoś podobnego nie widziałam. Ci, którzy przyszli na film reprezentowali chyba wszystkie grupy, klasy i warstwy społeczne. Niektórzy wyglądali nawet na przesadnie podekscytowanych, że w ogóle znaleźli się w takim miejscu. I potem (już wracając do domu) miałam refleksję, że to ciekawe i dziwne, że książki tak zaangażowana ideologicznie jak Milennium (których zresztą – ani jednej – nigdy nie czytałam, ale na ten temat wiem co nieco skądinąd, a jak nie wiem, to się domyślam) zdobyły taką niewytłumaczalną popularność. Film Finchera jest oczywiście amerykański, ale dość szwedzki i, jak mi powiedział Piotr, wszyscy tam mówili po angielsku ze szwedzkim akcentem. Różne rzeczy mi się w tym filmie – oglądanym z pierwszego rzędu z zadartą głową – podobały i myślę, że wszystko w nim było w sam raz i na swoim miejscu. Ponury i budzący grozę, ale trudno, żeby było inaczej, z zatrważającą muzyką – z najbardziej nieoczekiwaną arkadyjską pieśnią Enyi wykorzystaną w scenie straszliwej nienawiści i okrucieństwa. No tak i okrucieństwa było tam co niemiara.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz