poniedziałek, 25 lutego 2013

Smutek


Idziemy do szkoły i pracy wśród roztopów, kałuż i wzgórków błota. Wesoło to nie wygląda.

Mateusz: Mamo, nie bądź smutna.

ja: Nie jestem smutna.

Mateusz: Ale ja nie chcę, żebyś była smutna.

ja: Ale przecież nie jestem.

Mateusz: Nie jesteś?

ja: Nie nie, nie martw się.

Mateusz: No dobrze, a jakbyś była smutna i ja bym cię poprosił, żebyś nie była, to byś przestała być smutna?

ja: Pewnie, że bym przestała.

Mateusz: No dobrze, to ja tylko tak na wszelki wypadek mówię, żebyś nie była smutna, gdybyś była.

ja: Dobrze.

czwartek, 21 lutego 2013

Kontrola

Mateusz: Mamo! Przez ciebie dostałem minusa!
ja: Przeze mnie?
Mateusz: Tak! do dziennika!
ja: Ale za co?
Mateusz: Za brak ćwiczeń! Nie dałaś mi ćwiczeń do szkoły!!!
ja: Jak to ja ci nie dałam? Przecież sam się pakujesz do szkoły.
Mateusz: A nie mogłaś sprawdzić, czy wszystko zabrałem?
ja: Mam ci sprawdzać plecak?
Mateusz: Tak.
ja:  Chcesz, żebym cię kontrolowała?
Mateusz: Tak, ja nie mogę sobie wierzyć i dlatego chcę być kontrolowany!

środa, 20 lutego 2013

Polska

Korzystając z nieobecności Mateusza, spędzającego dzień z NNem, poszliśmy do kina. Na film Smarzowskiego pt. Drogówka poszliśmy. Oj jak ja nie lubię tej całej Polski i polskiej kinematografii, jak nie lubię! A najbardziej nie lubię, że klną i bluzgają. „Oj, jak ja nie lubię tego klęcia w filmach – mówię do Piotra – przecież ludzie tak nie mówią naprawdę”. „No może w twoim środowisku nie mówią” – Piotr się śmieje. A ja myślę, że nie ma z czego się śmiać, bo to wszystko bardzo smutne i ponure.

środa, 13 lutego 2013

Rozwód, czyli ostatki


Tydzień doniosłych wiadomości. A są one takie: po pierwsze – dostałam pieniądze na książkę o relikwiach; po drugie – Benedykt XVI zapowiedział abdykację ze swego dostojnego stolca; po trzecie – rozwiodłam się z NNem. Pieniądze mnie uradowały, odejście papieża nie zmartwiło, a nawet wiele nie obeszło, za to kolejny proces w sądzie, to było wydarzenie! to były emocje! Niemal z tego wszystkiego dostałam zawału serca, ale jednak (o dziwo) mój organizm okazał się nadzwyczaj wytrzymały i zdrowy, i jakoś to wszystko przetrzymał, a ja razem z nim.
We wtorkowy piękny poranek, o godzinie 10.45 stanęliśmy w sądzie przed sobą z NNem twarzą w twarz i się zaczęło, kto komu jaką krzywdę zrobił i czyja krzywda była większa. NN żalił się, że w trakcie trwania naszego małżeństwa chodziłam z byłym chłopakiem na kawę. Żalił się na Piotra, że za wysoki (a ciekawe, że podawał dokładnie jego wzrost 194 cm) i za ciężki (i wagę podawał, ale zbyt dużą, bo Piotr waży nieco mniej niż 100 kg). Wspominał o króliku (jako rzekomo jedynej istocie u nas w domu, którą kocha Mateusz). Ale też twierdził, co mnie mile zaskoczyło, że nasze pożycie było bardzo udane: nie wiadomo więc, skąd to całe rozstanie i związane z nim zamieszanie. Na zwyczajową wspólną porozwodową kawę oraz ostatkowe ciastko z kremem się nie udaliśmy.

wtorek, 12 lutego 2013

Jestem miasto Warszawa

Mateusz dostał książkę z mapami Warszawy. Nazywa się Jestem miasto Warszawa i wzbudziła u nas w domu powszechny i szczery zachwyt. Mateusz siedzi więc teraz wieczorami i ogląda mapy Warszawy, a przy okazji rozmawiamy o nasze ukochanej stolicy, a więc o Warsie i Sawie, elekcjach na Woli, królu Janie III Sobieskim i Marysieńce. Ale niestety też o zburzonym Zamku Królewskim i zwalonej kolumnie Zygmunta, o getcie, i powstaniach. Mateusz z uwagą ogląda mapę z 1944 i rozmawiamy o tym, jak Niemcy najechali na Polskę w 1939 roku, o powstaniu w getcie i o powstaniu warszawskim.
- Cała Warszawa została zburzona – mówi Mateusz i w bek.
- Nie płacz, kochanie – na to ja – zobacz, po wojnie wszystko zostało odbudowane.
- Mamo, ja nie chcę, żeby jeszcze kiedykolwiek była wojna!
- Nie martw się – pocieszam – żadnej wojny nie będzie.
- A jak będzie? A jeśli będzie wojna to co? Ja nie chcę walczyć na wojnie! – lamentuje dziecko.
- No ale czemu miałbyś walczyć na wojnie? – pytam naiwnie.
- Wszyscy mężczyźni i chłopcy będą musieli walczyć! A zwłaszcza harcerze i zuchy!
- No tak…. Eeee…. – i myślę, co by tu sensownego powiedzieć.
- A ja nie chcę przelewać krwi za ojczyznę! – woła Mateusz.
 


 

 
 
 

poniedziałek, 11 lutego 2013

Narty

Mateusz wrócił z zimowiska, a dziś rano już do szkoły. Idziemy więc o poranku poprzez śniegi i ja mówię:
- Ech, mam nadzieję, że w przyszłym roku razem pojedziemy na narty!
- Mamo! – odpowiada na to Mateusz.
- No na narty – kontynuuję żwawo – do Bukowiny Tatrzańskiej na przykład.
- Mamo!!!
- No co? – się pytam.
- Mamo, ja naprawdę nie chcę mieć matki w szpitalu!!!

środa, 6 lutego 2013

Sen o króliku

Zeszłej nocy śniło mi się, że chodzę i biegam po całej Warszawie szukając naszego królika Michała, który nieoczekiwanie wyniósł się z domu. Byłam w wielu miejscach, na Starym Mieście, na Nowym, na Uniwersytecie i w Muzeum, a nawet w jakimś akwarium. Widziałam wiele królików białych w rude plamy wykonujących różne królicze czynności (w akwarium to króliki nawet nurkowały i jadły wodorosty), ale kiedy przyglądałam się im dokładniej, okazywało się, że to wcale nie nasz Michał. Wreszcie o 6.15 obudził mnie budzik, a ja – przerażona swymi nocnymi przygodami – pobiegłam do pokoju Mateusza, pod jego nieobecność niepodzielnie zajmowanego przez królika. Pobiegłam, żeby sprawdzić, czy królik żyje i czy się przypadkiem nie wyprowadził. No i był! Jak zawsze uroczy, o sympatycznym wyrazie twarzy – królik francuski we własnej swej postaci, leżący sobie w wyszukanej lecz niefrasobliwej pozie. Cały dzień myślałam, co ten sen może znaczyć. Z pobieżnych lektur internetowych wynikało, że „pomyślność”, „dobrobyt” lub „ciążę”. Ale kiedy wróciłam z pracy do domu okazało się, że mam przegryziony kabel ładowarki do telefonu i wtedy zrozumiałam prawdziwe znaczenie mojego snu. A mój horoskop dzisiejszy brzmi: „Intuicja pozwoli ci podjąć bardzo trafne decyzje. Mogą pojawić się kłopoty z urządzeniami elektronicznymi”.

Zimowisko


W związku z wyjazdem Mateusza na zimowisko mam wiele dylematów i zmartwień, z których najważniejsze wciąż dudni mi w głowie: „Czy sobie poradzi?”. Piotr mówi: „Czemu niby ma sobie nie poradzić?”. A ja nie wiem czemu, ale i tak się martwię.
Na szczęście zaraz po przyjeździe do Szklarskiej Poręby Mateusz do mnie zadzwonił.
- I jak tam jest? – zapytałam.
- Dobrze – odpowiedział.
- A jaki macie pokój?
- Mamy dobre łóżka, dobry prysznic i dobre szafki – oznajmił, a ja poczułam się dużo bardziej spokojna.

poniedziałek, 4 lutego 2013

Przyroda (3), czyli o strzelaniu do żubrów


Ten tydzień rozpoczął się bardzo wcześnie, bo w poniedziałek wstaliśmy o godzinie 2.15, po to, żeby zdążyć na zbiórkę zuchową o 4.30 na Dworcu Warszawa Wschodnia. A zbiórka po to, żeby zuchy mogły pojechać na zimowisko do Szklarskiej Poręby. Jakoś tam wstaliśmy, choć łatwo nie było. Jakoś tam zapakowaliśmy się do autobusu o godzinie 3.37 i jedziemy, wymieniając różne uwagi o wielu ważnych i mniej ważnych  sprawach. Rozmawiamy też o ludziach, którzy najwyraźniej o tej porze jadą do pracy.

Mateusz: Nigdy nie podjąłbym takiej pracy.

ja: Nigdy nie wiadomo. Czasem nie masz wpływu na to, w jakich godzinach pracujesz.

Mateusz: Będę pracował od 8 do 16.

ja: Jako kto?

Mateusz: No jako leśnik.

ja: Tak się składa, że leśnicy pracują w różnych godzinach, raczej nie od 8 do 16. Bo co na przykład będzie, kiedy jakieś zwierzę będzie potrzebowało twojej pomocy o godzinie 17, albo o 3 rano?

(chwila ciszy)

Mateusz: Niestety będę musiał strzelać do żubrów…

ja: Jak to? Strzelać? Dlaczego strzelać?

Mateusz: Żeby wyeliminować stare i chore osobniki. Kiedy będę leśniczym.

ja: No nie… Mógłbyś strzelić do żubra?

Mateusz: A myślisz, że byłoby lepiej, żeby swoimi chorobami zarażały inne żubry?

ja: Ale zaraz byś do nich strzelał? Może są jakieś inny sposoby? Zastrzyki usypiające, albo coś podobnego?

Mateusz: Niestety, mamo, strzelanie jest znacznie bardziej skuteczne niż zastrzyki. Dlatego będę musiał strzelać.