wtorek, 10 stycznia 2012

Szkodniki

Dzieci i zwierzęta mają kilka cech wspólnych, ale głównie przychodzi mi do głowy, że są to szkodniki i tylko się zastanawiam, które z nich mają większe osiągnięcia na tym polu. W ostatnich tygodniach mój synek połamał łóżko, oblał komputer napojem chłodzącym (amerykańskim), udając gryzonia zdarł wielki kawał tapety ze ściany, bezpowrotnie zgubił kostkę do gry w piranie, wytarł sobie kilka dziur na kolanach i tak by można wymieniać bez końca. W tym czasie królik jedynie przegryzł kilka kabli (choć należy podkreślić, że  jeden z nich kosztował chyba z 50 zł), zdarł malutki kawałek tapety ze ściany, kilka razy nasikał na (i tak już zepsute) łóżko i jeszcze parę innych rzeczy (powiedzmy, że mniej istotnych) ponadgryzał.
Mało który dorosły zniesie pogodnie wyczyny tego rodzaju. Przychodzi bowiem dorosły z pracy (zmęczony, lekko poirytowany, choć lepiej pomińmy z jakiego powodu), zagląda do zeszytu dziecka, a tam zamiast pięknie wykaligrafowanych strof, jakieś bazgroły i kulfony, a kiedy mówi dziecku „Pisz ładnie, a nie jak kura pazurem”, dziecko na to: „Przecież to jest bardzo ładnie” i „Sama jesteś kura pazurem”. I zamiast piątek z wykrzyknikiem w zeszycie dorosły znajduje tróje, a w najlepszym razie czwórki. Patrzy na dziecko, a ono zamiast schludne i czyste, jest poczochrane, oko ma podbite, a ręce uwalane plasteliną. Dorosły mówi: „Weź ty się wykąp”, a dziecko na to, że nie ma zamiaru, bo się kąpało 4 dni temu. Nielekko być rodzicem, oj nielekko!
A przecież każdy z nas był kiedyś niecnotą i szkodnikiem. Ja – dla przykładu – jako dziecko schowałam pod dywanem bony oszczędnościowe moich rodziców i, z nieznanych mi przyczyn, oddałam im je dopiero po 5 dniach, kiedy w panice i popłochu po raz dziesiąty przeszukiwali całe mieszkanie wzdłuż i wszerz. Innym razem wrzuciłam im do mielącego się mięsa (bodaj na tatara) spory kawał białej plasteliny i obserwowałam rozwój wydarzeń, a rozpłakałam się i wyznałam mój czyn dopiero, kiedy już zaczęli jeść (ale przyznałam się  tylko dlatego, że obawiałam się ich śmierci po takim posiłku, a przecież nie miałam zamiaru otruć własnych rodziców, tylko ot tak chciałam zobaczyć, co się będzie działo, jak wrzucę tę plastelinę).
Oczywiście – dzieci i zwierzęta mają też pewne zalety. Przyjemnie jest, bez wątpienia, w zimny deszczowy dzień usiąść z królikiem u stóp, gawędząc z siedmiolatkiem o tym, jak zbudowany jest wszechświat lub – co jest istotą pracy górnika. Przyjemnie też z takim niekiedy pograć w grę planszową (o ile nie trzeba ciągle przegrywać) lub w karty (o ile nie oszukuje). Zawsze też można mieć nadzieję, że kiedy to dziecko i zwierzątko dorosną, porzucą mniej lub bardziej uciążliwe psoty, a potem, kiedy dziecko będzie już całkiem duże, to ono (jako dorosły) zacznie się denerwować, że mu jakiś siedmiolatek, albo inny chomik, czy też kot wygryzł dziurę w ścianie. Przyjemne jest w szczególności to, że prawdopodobieństwo takiego obrotu rzeczy wynosi przynajmniej 80%.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz