niedziela, 27 stycznia 2013

Tablet

W niedzielny poranek Mateusz zbierał się do wyjazdu do dziadków na wieś gdzieś na końcu świata, w której ma spędzić pierwszy tydzień ferii. Usiłowaliśmy się do tego emocjonalnie przygotować, więc całusom, przytulaniom i zapewnieniom o wzajemnej dozgonnej miłości nie było końca, mówiliśmy o tęsknocie, jaką będziemy odczuwać i jak to będzie wspaniale znowu się spotkać. Między nami kręcił się wesoło królik Michał, a w telewizorze coś tam opowiadali o oddawaniu i pozbywaniu się kogoś i ja się zapytałam z głupia frant:
- Mateusz, a ty byś oddał Michała?
- W życiu! – zaprzeczył gorliwie Mateusz.
- A za tablet? Czy wymieniłbyś Michała za tablet? – dopytał się Piotr znad komputera.
Mateuszowi zaświeciły się oczy i aż go zatkało z wrażenia, a przed oczami najwyraźniej stanął mu niezwykle atrakcyjny tablet, ale szybko się zreflektował:
- Eeee. Nie – powiedział, ale w jego głosie słychać było wahanie.
Michał zastrzygł uszami i wąsami, popatrzył na nas z wyraźnym niepokojem, a potem stanął słupka.
- Nie nie, nikt cię nikomu i nigdy nie odda, nie martw się – zapewniliśmy go, a Michał nieco się uspokoił.
 

sobota, 26 stycznia 2013

Pismo


Oglądamy oceny semestralne Mateusza. To są dobre oceny, za wyjątkiem „jakości graficznej pisma”. Mateusz jest jednak z siebie wyraźnie zadowolony.

Mateusz: Niezłe oceny, co? A zachowanie jakie dobre!

ja: No wiesz za pismo to ta ocena jest taka sobie…

Mateusz: Ale za muzykę jaka dobra ocena!

ja: Ale pismo!

Mateusz: Eeee, nie przejmuj się, mamo, pismo nie jest takie ważne.

ja: Jak to nie jest ważne?

Mateusz:  Iiii no, nie takie ważne jak reszta.

Przyroda (2), czyli Miłość do stworzeń


Obejrzeliśmy film pt. SOS Ziemia. O tym, jak świat jest zagrożony przez działalność człowieka, jak się zmienia przez jego destrukcyjną działalność i o tym, jak to różne gatunki mogą wyginąć. Wtedy Mateusz zaczął lamentować:

„Ja nie chcę, żeby zwierzęta wyginęły! Wolę, żeby ludzie wyginęli! Już nawet sam wolę umrzeć, niż jakby miały wyginąć zwierzęta!”

I zasnął.
 
 

piątek, 25 stycznia 2013

Przyroda (1), czyli: Los matki to trud i znój

Wracamy z Mateuszem ze szkoły do domu brnąc przez zwały śniegu. Ja niosę dziesięć toreb i pakunków, a Mateusz dzierży miecz, który był jego rekwizytem na szkolnym balu przebierańców. Brniemy przez te zwały i zaspy, a Mateusz drewnianym mieczem szoruje po płotkach, tłukąc nim i stukając, że uszy pękają, więc mu mówię, żeby przestał. A on nic, dalej swoje robi, i dochodzimy wreszcie przed naszym domem do jakichś krzaków. Patrzę, a Mateusz tym mieczem szuru buru po krzakach. Więc mówię:
- O nie, mój drogi, teraz to już przesadziłeś. Zniszczysz te krzaki. Przestań wreszcie.
Mateusz przestał, ale zaczyna się wymądrzać, że krzewom takie tłuczenie nie szkodzi, bo nic nie czują i nic im nie będzie. Objaśniam mu, że wręcz przeciwnie, że krzewy można w ten sposób połamać i że rośliny czują, a wreszcie – chwytając się w tej potyczce słownej ostatniej deski ratunku – mówię:
- A poza tym, chyba wiesz, że przyrodę trzeba szanować.
A Mateusz w bek.
- Bo ty bardziej szanujesz przyrodę niż mnie! – krzyczy z wyrzutem.
- Wcale nie, tak samo szanuję ciebie, jak przyrodę! – wołam.
- Właśnie, że nie!
- Właśnie, że tak.
I na tym nasza wymina zdań się zakończyła.
 

wtorek, 22 stycznia 2013

Samo dziecko

Myśli mam raczej ponure i smutne. A tu śnieg pada, autobusy w śniegu grzęzną i samochody, i podobnie – kolej. Długo jadę więc z pracy, żeby odebrać ukochane dziecko. Wreszcie jednak wpadam do szkoły.
- Mamo – mówi z wyrzutem w głosie ukochane dziecko – to było naprawdę bardzo długo!
Zaczynam się więc tłumaczyć, że śnieg, że zatory i wypadki na drogach.
- Jasne – kontynuuje dziecko – tylko, że ja się martwiłem, że nigdy nie przyjdziesz. Martwiłem się, że gdzieś zginęłaś po drodze, no…. że umarłaś. I co by wtedy ze mną było? Z kim bym mieszkał? Pewnie by się skończyło, że musiałbym zamieszkać z samym Michałem. I jak by to było? Samo dziecko mieszkające z królikiem?

Duch

Podczas tegorocznej zabawy sylwestrowej przetańczyłam tyle tańców z własnym synem, co jeszcze nigdy w życiu. Ale – jak to bywa – mimo powszechnej, właściwej tej nocy wesołości zdarzyło nam się parę potknięć i obraz majestatu. W pewnym momencie Mateusz zszedł z parkietu i – chociaż było wiele próśb i zachęt – nie chciał za nic wrócić. Prosiliśmy go na przemian, Piotr i ja, aż wreszcie Mateusz wyrzucił z siebie:
- Nie mogę już tańczyć! Nie rozumiecie, że straciłem ducha tańca?
Ot i właśnie mnie spotkało coś podobnego. Śnieg sypie, temperatura spada i spada każdego dnia, drzewko na oknie walczy na przetrwanie, królik udaje, że jest chlebem, albo może bułką, woda w kaloryferach bulgocze, a ja nic nie mogę, a zwłaszcza nie mogę pisać. Bo tak się składa, że utraciłam ducha pisania i ducha wszystkiego.

czwartek, 17 stycznia 2013

Prawda

Brnąc przez zwały śniegu rozprawiamy z uczęszczającym na lekcje etyki Mateuszem o prawdzie i nieprawdzie. Właściwie, kiedy tak sobie idziemy ze szkoły do domu, to ja tłumaczę, że trzeba mówić prawdę, że prawda jest lepsza niż kłamstwo i lepiej się jej trzymać etc. A Mateusz mnie słucha, wesoło wpadając co chwilę w zaspę. Ale nagle się zatrzymuje. Podnosi głowę i patrzy na mnie mądrze zza okularów, i powiada:
- No dobrze, a gdybyś była bardzo brzydka, najbrzydsza na świecie i ja bym ci powiedział, że jesteś najbrzydsza na świecie, to by było dobrze?

Słoń


Mateusz jest miłym i dobrym dzieckiem. Ostatnio postanowił przygotować prezent NNowi z okazji jego urodzin, które miały miejsce parę dni temu. Zrobił laurkę, zapakował stare zdjęcie NNa (chyba ze szkolnej legitymacji), które gdzieś znalazł, a także kartkę, którą sam dostał na urodziny w zeszłym roku od babci. Długo natomiast się zastanawiał, czy wręczyć NNowi styropianowego różowego królika (którego podarował mi w zeszłym roku po wycieczce do Poznania), czy drewnianego słonia (którego przywiózł ze Szczecina: tego słonia ja z kolei dostałam w dzieciństwie od przyjaciółki, która była w podróży w Afryce). Szczerze mówiąc wolałam, żeby zaniósł NNowi tego uroczego różowego królika, bo słoń nie tylko wydawał mi się solidniejszy, ale i posiadający większą wartość sentymentalną.

Siedzimy sobie wczoraj wieczorem i rozmawiamy.

ja: Zaraz zaraz, i co w końcu zaniosłeś tacie w prezencie?

Mateusz: Słonia.

ja: Mhhm. Myślałam, że zdecydujesz się na królika.

Mateusz: Nie… Wiesz, ten słoń miał opuszczoną trąbę.

ja: I co z tego?

Mateusz: Taki słoń z opuszczoną trąbą przynosi nieszczęście, więc nie chciałem go już dłużej trzymać w moim pokoju.

ja: I myślisz, że to dobry pomysł na prezent?

Mateusz: Na pewno najlepszy, jaki przyszedł mi do głowy.

 

 

niedziela, 13 stycznia 2013

Anarchia

Pokłóciliśmy się wszyscy, trudno powiedzieć, o co i dlaczego. Pewno nie było warto, ale tak to niekiedy w życiu bywa. Szliśmy potem z basenu przez zwały śniegu i rozmawialiśmy, skąd się ta kłótnia wzięła i po co ona była. Ja mówiłam i Piotr mówił, a najwięcej jak zwykle Mateusz, że to, że tamto i w koło.
I nagle Mateusz:
- Oj, Piotr, bo ty nie rozumiesz anarchii!
Zdębieliśmy i mowę nam odebrało. Po chwili osłupienia jednak zebrałam się na odwagę:
- Eee Mateusz, a co to jest anarchia?
- Nie mam pojęcia – odparł rezolutnie Mateusz.
- Anarchia jest wtedy – zaśmiał się Piotr – kiedy Michał wskoczy na łóżko, narobi bobków i nasika do pościeli, żeby oznaczyć terytorium – i podążyliśmy dalej.
W zgodzie zjedliśmy makaron ze szpinakiem i poszliśmy do kina na Życie Pi.

piątek, 11 stycznia 2013

Reklama

Pojechaliśmy do klubu na ulicę Poznańską, żeby zobaczyć jasełka. A potem, w dobrych nastrojach, wracaliśmy do domu autobusem 517. Jedziemy sobie zimową porą tym autobusem, zadowoleni, że mamy miejsca siedzące, wyglądamy przez okno. I nagle Mateusz pyta:
- Mamo, a dlaczego Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy reklamuje Play?
- No widzisz synku…
- Patrz, na tych dużych plakatach jest ten w okularach… no… jak on się nazywa?
- Owsiak.
- No właśnie. I czemu ten Owsiak reklamuje Play?

czwartek, 10 stycznia 2013

Miłość


Zobaczyliśmy w kinie Miłość Hanekego i chyba w związku z tym przypomniała mi się rozmowa, której przysłuchałam się niechcący zza uchylonych drzwi łazienki:

Mateusz: Kogo kochasz najbardziej na świecie? Mnie, czy mamę?

Piotr: Ekhm.

Mateusz: No powiedz! Kogo kochasz najbardziej na świecie? Mnie, czy mamę?

Piotr: Ekhm.

Mateusz: A czy ty nie wiesz, że najbardziej na świecie trzeba kochać dzieci?

środa, 9 stycznia 2013

Babuleńka

Zima wróciła, a ja siedzę wieczorami pod lampką i – jak stara babuleńka z rosyjskich baśni przy pykającym samowarze – łatam spodnie Mateusza. Bo Mateusz, obok innych talentów, ma jeszcze taką umiejętność, że raz dwa mu się przecierają spodnie – zawsze na lewym kolanie. I mam tych spodni do załatania jeszcze pięć par. Ale dzisiaj (pod nieobecność Mateusza, który poszedł odwiedzić NNa) postanowiłam spędzić czas inaczej.
- To może pójdziemy do kina? – zaproponowałam Piotrowi, a on na to:
- To może na Amour? Chyba że uważasz, że to film dla ciebie zbyt ponury.
Trochę tak uważałam, ale postanowiłam się przemóc i poszliśmy, do ulubionego kina Muranów. Na sali widać było paru starców, ale i parę osób w wieku średnim i młodym oraz odsetek pijaków w wieku nieokreślonym. Film – bardzo ładnie i plastycznie nakręcony, a nawet, można rzec, że estetycznie wyrafinowany – okazał się rzeczywiście dość ponury i skłaniający do niewesołych przemyśleń na temat małżeństwa oraz śmierci. U mnie są one z grubsza takie, że gdyby się zdarzyło za 40 albo i 50 lat, że nie byłabym wcale wesołą babuleńką łatającą dziecięcą odzież przy samowarze, ale przeciwnie, przez głupie zrządzenie losu stałabym się babuleńką – rośliną, to uprzejmie proszę o zaduszenie mnie poduszką, lub pozbycie się jakąś inną równie powszechnie dostępną metodą. A dla zaduszającego, Wysoki Sądzie, proszę o odpust zupełny.
 

Krzywa przegroda nosowa

Mateusza w szkole ktoś uderzył w nos i okazało się, że potrzebna jest interwencja laryngologa. Dzielnie omijając zawiłe meandry państwowej Służby Zdrowia wdarliśmy się do lekarskiego gabinetu, w którym miła pani doktor obejrzała Mateuszowi uszy i nos, orzekła, że w nosie coś się zepsuło, ale zaraz da się to naprawić, i dodała:
- No mój drogi, ty masz krzywą przegrodę nosową.
Mateusz wybałuszył oczy, a potem przez resztę wizyty dawał mi tajemne znaki.
Wreszcie, kiedy szliśmy do domu zaczęło się:
Mateusz: „Mamo, a słyszałaś, że mam krzywą przegrodę nosową?”
ja: „Słyszałam, słyszałam”.
Mateusz: „A co to znaczy, że się ma krzywą przegrodę nosową?”
ja: „Szczerze ci powiem, że nie wiem, ale jak wrócimy do domu, możemy to gdzieś sprawdzić”.
Mateusz: „Ciekawe… Jestem leworęczny, lewonożny i w dodatku mam krzywą przegrodę nosową. Skąd ja się taki wziąłem?”

czwartek, 3 stycznia 2013

Edukacja muzealna


Mateusz był z klasą na Zamku Królewskim. Więc go przepytuję, o czym była lekcja, co widzieli i co się działo ciekawego. Wyciągam informację, że oglądali obrazy: z Adamem i Ewą oraz drzewem poznania dobra i zła, Dawidem walczącym z Goliatem, jakimś faraonem na M…. (ja: „Zaraz zaraz.... może to było Przejście Żydów przez Morze Czerwone? A ten na M to pewnie Mojżesz, co?”; Mateusz: „Tak, no tak, przecież mówiłem!”) i tak dalej. Wreszcie zadaję kluczowe pytanie:

- Mateusz, a ty wolisz obrazy, czy rzeźby?

Mateusz po chwili wahania:

- Obrazy, ale proszę, lepiej już nie pytaj dlaczego...

wtorek, 1 stycznia 2013

Noworoczne postanowienia


1.       Wysypiać się;

2.       Widzieć więcej stron jasnych, niż ciemnych;

3.       Przykładać się do czytania oraz do gier i zabaw;

4.       Planować wszystko z umiarem;

5.       Pisać dziennie stronę znormalizowanego maszynopisu;

6.       Być miłą i dobrą dla otoczenia oraz nie-krzykliwą.