poniedziałek, 2 stycznia 2012

Wyjście ewakuacyjne


Przyszłam dziś do muzeum dość późno. Z trudem odnalazłam moje biurko ustawione w absydzie galerii pod tabliczką „Wyjście ewakuacyjne”. Potem udałam się do drugiego skrzydła gmachu na poszukiwanie mojego kubka w żyrafy, paczki kawy i herbaty zielonej. Nie było łatwo, ale po przepchnięciu się między obrazami Siemiradzkiego i Boznańskiej jakoś udało mi się dotrzeć tam, gdzie moje rzeczy zostały wyniesione i stały sobie całkiem bezpańskie. Przyniosłam je z powrotem. Posiedziałam chwilę w piwnicy, poszłam do wyjścia ewakuacyjnego. Przyszedł jeden pan i się pyta czemu tu siedzę, a ja mówię, że tak wolę i nie ma w tym żadnych podtekstów. To, że tu siedzę nie oznacza, że kogoś nie lubię, albo, że inne części gmachu mi się nie podobają. Siedzę tu ot tak, bo jest mi dobrze w tym miejscu. Potem zeszłam do niemal pustego biura, żeby sobie pooglądać internet w komputerze i wtedy zadzwonił telefon:
- Dzień dobry, czy jest T.?– zapytał jakiś męski głos.
- Właśnie wyszedł – odpowiedziałam zgodnie z prawdą – i wróci chyba za godzinę.
- Niemożliwe – powiedział głos – dzwoniłem pół godziny temu i go nie było.
- Może go wtedy nie było, ale i teraz go nie ma, bo wyszedł właśnie, jak już powiedziałam – kontynuowałam bardzo uprzejmie.
- Ale czy jest pani pewna? – dopytywał głos.
- Owszem, całkiem pewna. Przed chwilą widziałam, jak wychodził.
- Ale proszę to sprawdzić – naciskał głos – kiedy dzwoniłem ostatnio też go nie było i jakiś mężczyzna powiedział, że wyszedł, więc jak to możliwe, że pani mi teraz mówi, że znowu właśnie wyszedł?
- Nie wiem – powiedziałam dość bezradnie.
- Czy sprawdziła pani, że go nie ma? – dopytywał zaniepokojony głos.
- Tak sprawdziłam – powiedziałam uspokajająco, ale niezgodnie z prawdą, bo niczego nie da się sprawdzić w pomieszczeniu, w którym nic nie ma. Nie da się zajrzeć za szafę, pod szafę, za biurko itd.
„Nie będę więcej odbierać telefonów” pomyślałam i poszłam do mojego wyjścia ewakuacyjnego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz