Chłopcy protestują przeciwko „obecności w murach Muzeum Narodowego w Krakowie haniebnych wytworów Katarzyny Kozyry – zwanej w mediach artystką”. Haniebna dla nich jest zwłaszcza nagość, te wszystkie golasy, które zapełniają twórczość Kozyry. Chłopcy mają przy tym bardzo smutne miny, nosy na kwintę zwieszone, i radości w nich nie ma żadnej. Trudno też się temu dziwić. Bo jak ktoś konsekwentnie (czego spodziewam się po wrogach golizny) całe dnie i noce siedzi, leży, śpi w ubraniu (w dodatku szarym, sądząc po fotografiach spod MNK), szczelnie osłaniającym jego części wstydliwe, to życie jego zapewne wesołe nie jest. Ciekawe przy tym, że na zdjęciach z Alei 3 Maja w mieście Smoka Wawelskiego nie widać jakoś protestujących dziewczyn. Oznacza to moim zdaniem, że przedstawicielki płci żeńskiej wolą goliznę, nie chcą chodzić ciągle w ubraniu, a nawet więcej: pragną sztuki pełnej rozebranych chłopców i dziewczyn. Osobiście również mam takie upodobania. Najbardziej na świecie lubię obrazy z osobami pozbawionymi odzieży, a także filmy, w których takie postaci się przewijają. Takie dzieła mnie cieszą albo wzruszają, podczas gdy podobizna pana w dresie, albo pani w fartuchu wydaje mi się nudna i do niczego się nie nadająca. Sztuka, konkludując, jest dla golasów.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz