W kalendarzu najpierw jest dzień
matki, a potem zaraz dzień dziecka. Całkiem to jest logiczne i na miejscu, bo
bez matki nie ma dziecka, a bez dziecka nie ma matki. Przeczytałam ostatnio sporo tekstów o byciu matką i jej relacjach z
dzieckiem, a wszystko to na tle kwestii kobiecej. Przeczytałam, co Magdalena Środa napisała w „Gazecie Wyborczej” przy
okazji 26 maja: Dzień matki to dobry
pretekst, żeby coś wykrzyczeć i przeczytałam wywiad z Agnieszką Graff w „Kulturze
liberalnej” pt. W Polsce jest się kurą,
albo jest się suką. Szczerze mówiąc przeczytałam też wiele innych rzeczy, ale te
najbardziej utkwiły w mojej pamięci. Kupiłam sobie ponadto książkę Joanny
Woźniczko-Czeczott Macierzyństwo
non-fiction, ale z braku czasu jej jeszcze nawet nie przejrzałam. Żeby było lepiej
odbyłam krocie rozmów, o byciu matką z innymi matkami i nie tylko matkami, to znaczy z kobietami i mężczyznami także. W
ogóle, ponieważ mam dość refleksyjną naturę, to zawsze zastanawiałam się nad
moją tożsamością matki i nad moją relacją z dzieckiem. Nawet jak ono było
oseskiem, czy tam niemowlakiem to się nad tym zastanawiałam. Więc tym bardziej teraz, gdy czas płynie, a mój Mateusz
zyskuje kolejne centymetry wzrostu i kolejne stałe zęby - sprawa tej tożsamości i
relacji staje się coraz bardziej nabrzmiała, i coraz bardziej też to jest
sprawa jego tożsamości i jego relacji z matką, czyli ze mną. Nie jest to tylko
kwestia dorastania, ale i tego, że żyjąc od roku w tzw. rozbitej rodzinie musieliśmy
zmienić w sobie pewne rzeczy i do nich dorosnąć.
NN wielokrotnie dawał mi w tym
czasie do zrozumienia, że ja jestem matką złą i, że się na matkę nie nadaję, a
kiedy raz poszłam do jakiegoś psychologa (w sumie z całkiem innej okazji) i o
tym opowiedziałam, a nawet się chyba poskarżyłam na to, usłyszałam pytanie: A pani, jak o sobie myśli? A ja wtedy
powiedziałam: Myślę, że nie ma racji.
Myślę, że jestem dobrą matką. Ale być dobrą matką może dla mnie oznacza, co
innego niż dla NNa. Na przykład: niesienie proszku ze sklepu. NN napisał do mnie
ostatnio w tej sprawie, w tonie rozkazująco-zakazującym: Mateusz ma nie nosić
proszku do prania, rozumiem też, że ma nie nosić zakupów itd., bo mam je sobie
nosić sama. Dalej są różne inne rzeczy, które mam robić, tak a nie inaczej, aż
po sprawy największej wagi: NN chciał się przeprowadzić do Poznania i zabrać
tam Mateusza, uznał więc, że ja też powinnam tak zrobić. Gdybym była dobrą
matką – uważa NN – to bym się przeprowadziła, a skoro nie chcę tego zrobić, to
widocznie jestem matką złą. Gdybym była dobrą matką, to nie miałabym czasu na
pisanie tego tutaj pamiętniczka. Gdybym była…

