Stuku puku stuku puku. Jedziemy z Mateuszem i z Michałem przez polskie miasta i wsie, a głównie przez pola, łąki, lasy i bagna. Mamy pociąg piętrowy i udało nam się (oczywiście dzięki sprytowi Mateusza) wywalczyć miejsce na pięterku. Właściwie to cztery miejsca, żeby nam się mogły pomieścić wszystkie tobołki oraz pudełko, w którym podróżuje królik. Ostatnio takim piętrowym pociągiem jechałam chyba z babcią ze Szczecina do Stargardu w 1987, albo w 1988 roku. W drodze do Poznania obejrzeliśmy Gwiezdne wojny i rozegraliśmy partyjkę szachów, w której poniosłam sromotną klęskę. Potem czytaliśmy książki – Mateusz: Dzieci z Bullerbyn, natomiast ja: Jeden dzień, a potem jeszcze dwa artykuły o Lanie del Rey, dowodzące, że jest ona artystką wykreowaną przez koncern muzyczny, a nie przez samą siebie. Za Poznaniem w wagonie wyłączyli ogrzewanie i wtedy też wyszło na jaw, że kibel pociągowy przypomina najbardziej roztkliwiające chwile w PKP z czasów Polski Ludowej. Za oknami zniknęły resztki śniegu, zaczęło padać i wiać. I tak znaleźliśmy się na zachodnim krańcu naszego kraju, gdzie wszystko wygląda jakoś inaczej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz