sobota, 28 stycznia 2012

Telewizor

Może ze dwa tygodnie temu Piotr i ja wynieśliśmy stary i zepsuty telewizor (ten sam, który swego czasu usiłowałam naprawić przy pomocy pilnika do paznokci) do garażu podziemnego. To znaczy Piotr wyniósł telewizor, a ja wskazałam dla niego miejsce – miejsce garażowe, gdzie  nie stoi samochód, ale za to mają postój rowery, drabina, łopata i jeszcze coś, co znajduje się w worku, do którego boję się zajrzeć. Telewizor miał się tam znajdować do czasu, kiedy się go pojedzie gdzieś zutylizować. Piotr umieścił go jednak w dobrze widocznym miejscu, tak, by dostrzegł go bez trudu potencjalny złodziej telewizorów, dzięki czemu – jak ustaliliśmy – byłby kłopot z głowy. Potem kilka razy zaglądaliśmy do garażu, żeby sprawdzić, czy już się jakiś amator na ten sprzęt znalazł. Niestety jednak przez dwa tygodnie pies z kulawą nogą się nim nie zainteresował. Powoli zaczęłam dochodzić do przekonania, że te wszystkie plotki o złodziejstwie rodaków są to wstrętne pomówienia i potwarze. Aż do dziś... W sobotnie popołudnie zajrzałam tam dla formalności, raczej, żeby utrwalić w sobie przekonanie o uczciwości i prawości Polaków, niż po cokolwiek innego. Otworzyłam drzwi, weszłam do garażu i stanęłam jak wryta. Telewizora nie było! 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz