piątek, 11 listopada 2011

11.11.11

Dziś jest magiczny dzień, to znaczy magiczna data – tak uzgodniliśmy z Mateuszem. Szkoda tylko, że pomyśleliśmy o tym poważniej dopiero przed godziną 12, w związku z czym ominęła nas najbardziej emocjonująca minuta tego dnia, to jest 11.11. 
Mateusz już wczoraj był w mocno patriotycznym nastroju, z powodu szkolnych zajęć i apeli. Tak więc, żeby w sposób właściwy ukoronować ów nastrój, wybraliśmy się na patriotyczną manifestację. Niebo było niebieskie i słońce świeciło, a Marszałkowska rozbrzmiewała radosną muzyką. Powiewały flagi tęczowe, piłki plażowe śmigały na kolorowym tłumem i dużo sympatycznej młodzieży się plątało wszędzie, ale niestety po bramach kręcili się również smutni panowie, w szarej odzieży i niewesołych nastrojach. 


Z T. oraz I. i K. postaliśmy na czele blokady, urozmaicając czas policjantów w czarnych zbrojach widokiem rozbrykanych dzieci, ale potem coś się nagle stało (za sprawą tych niewesołych) i zabrałyśmy stamtąd dzieci, żeby ktoś im nie wybił dopiero co wyrośniętych stałych zębów przednich. Po sprawnie przeprowadzonej ewakuacji pojechaliśmy do T. i zjedliśmy barszcz. Ukraiński.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz