sobota, 18 lutego 2012

Dowody prawdy

Kolejne śnieżyce przeszły przez Warszawę, wte i wewte, a Piotr i ja postanowiliśmy wybrać się na Artystę. Ale w kinie Femina, do którego pojechaliśmy, w sali, gdzie mieli to grać zepsuł się projektor. I tak, zachęceni zniżką ceny za bilety, zaoferowaną nam przez miłą panią w kasie, trafiliśmy na inny film, o którym wcześniej miałam bardzo słabe pojęcie, noszący mało obiecujący dla mnie tytuł Spadkobiercy. O różne sprawy tam chodzi. Dla mnie najciekawszy był jednak wątek związany ze zdradą. Rzecz w tym, że żona głównego bohatera, którego gra rozchełstany i w spadających klapkach George Clooney, po wypadku leży w śpiączce i ma zostać odłączona od aparatury podtrzymującej życie. I wówczas bohater dowiaduje się od córki – niegrzecznej nastolatki, że żona go zdradzała, i wszyscy zaczynają szukać dość antypatycznego gościa, z którym to robiła, a który okazuje się być agentem do sprzedaży nieruchomości.

A wieczorem dotarła do mnie przesyłka od NNa, którą złożył on był w Wysokim Sądzie, a która warta jest tu odnotowania, nie dlatego, że zawiera obiecaną swego czasu przez niego płytę ze zdjęciami nie dość czystego kombinezonu i nieprawidłowo zrobionych prac domowych Mateusza, ale dlatego, że dołączył do niej także wydruki z tego tutaj mojego pamiętnika. Zaznaczone w nich na czerwono opowieści o króliku, rozwaleniu przez Mateusza kanapy, powiastki o tym, że nie chce mi się sprzątać, albo zdarza mi się zapominać o różnych rzeczach, w szczególności jednak wzmianki o tym, że jako dziecko kłamałam, a mój dziadek był alkoholikiem mają służyć przekonaniu Wysokiego Sądu, że nie nadaję się do tego, aby sprawować opiekę nad ośmioletnim chłopcem. 
Sporo o tym myślałam, choć wolałabym rozmyślać o czymś innym, wiele z tych myśli było denerwujących, więc denerwowałam się nimi. Ale wreszcie, ponieważ w mojej naturze, obok oczywistych skłonności do dekonstrukcji, jest również obszerna pozytywistyczna enklawa, doszłam do wniosku, że coś tu wymaga wyjaśnienia. Szczerze powiedziawszy, sądziłam, że tego uczą w szkole, ale widać, że na prowincji różnie z tym bywa.


Otóż to: Pisanie pamiętnika jest rodzajem działalności literackiej, nawet jeśli piszący nie ma do niej wielkiego talentu. Pamiętnik nie jest obiektywnym zapisem rzeczywistości. Zresztą (Wielkie Nieba!) może coś takiego występuje w matematyce, albo w fizyce, ale pisanie z głowy wyklucza świętą prawdziwość. Nawet jeden z moich ulubionych starodawnych autorów, Dionizy Areopagita, którego niektórzy złośliwie nazywają Pseudo-Dionizym Areopagitą, choć usilnie starał się opisać, czym jest Prawda, równocześnie pozorował, że jest kimś innym niż był w istocie. Mimo że żył pewnie w V wieku, to pisywał listy do Jana Teologa ze słowami pokrzepienia, gdy tego biedaka więziono na wyspie Patmos, gdzie zresztą dla naszego wspólnego dobra napisał swoją Apokalipsę.

I ze mną też tak jest, lub jest podobnie. To, że czytam książkę pod tytułem Dobra terrorystka nie znaczy ani, że jestem dobra, ani że jestem terrorystką. To że sama piszę (lub, uściślijmy, próbuję pisać) o kulcie relikwii, nie znaczy, że biję czołem przed każdymi napotkanymi relikwiami, choć może parę razy w życiu, z wielkiego wrażenia, mi się to przytrafiło. Ostatnio, jak pamiętam, przy relikwiach Aleksandra Newskiego w Piotrogrodzie. I teraz, pragnąc się przypomnieć temu świątobliwemu a przebiegłemu zwycięzcy nad łacinnikami, wąsatymi Szwedami i Niemcami, usilnie proszę: Aleksandrze Newski, miej na uwadze moją sprawę i miej litość nade mną. Daj NNowi dużo rozumu i siłę, żeby mógł walczyć ze swymi prawdziwymi demonami, a mnie, żeby już odpuścił, i żeby dał mi wreszcie spokój!


1 komentarz: