„Zaczyna mi to przypominać komisję Macierewicza do badania katastrofy smoleńskiej” tak wyraził się o tym, co do niego pisałam NN. A ja się wprawdzie na polityce nie znam i generalnie nie do końca wiem, o co w tym wszystkim chodzi, ale na tyle mam oleju w głowie, żeby rozumieć, że nie należy tych słów traktować jako pochwały. Z biegiem czasu zaczęłam rozumieć, a kilka osób utwierdziło mnie w moich (początkowo dość mglistych) przypuszczeniach, że to, z czym się spotykam od jakiegoś czasu prowadząc intensywną ostatnio korespondencję z NNem jest rodzajem przemocy: próbą pokazania mi, że jestem istotą głupią, lekkomyślną, niezdolną do podejmowania inicjatywy, która zwyczajnie nie nadaje się do tego, by wychowywać dziecko. Ze smutkiem odkryłam, że podobnym zabiegom byłam wielokrotnie poddawana wcześniej, ale wtedy nie chodziło o umiejętności wychowawcze, ale o prezencję (że wyglądam nie tak jak powinnam), możliwości umysłowe (że „tobie to wszystko spada z nieba”), dokładność (że nie tak sprzątam, jak należy, na przykład podłóg nie wymywam), umiejętności kulinarne („bo kto tu lepiej gotuje!?) i temu podobne. Zastanawiam się więc teraz, jak to jest, że uważając się za osobę o postępowych poglądach i równościowych przekonaniach można działać w taki sposób. I świta mi w głowie, że pewne zachowania są poza nami: jeżeli ktoś był poddawany przemocy – cielesnej lub psychicznej jako dziecko, będzie miał zapewne skłonność, by taką przemoc stosować. Wydaje się oczywiście, że mógłby się zatrzymać, przypatrzyć się samemu sobie i podjąć próbę zmiany swoich skłonności, ale to chyba nie takie łatwe. Znam się na malarstwie ikonowym, a nie na psychologii, ale intuicja podpowiada mi, że jest czymś bardzo dotkliwym dla człowieka, gdy ma w sobie rozdarcie: z jednej strony w jego głowie mieszkają przekonania postępowe i równościowe, a z drugiej – być może w innej części głowy – nosi ciągle pamięć dziecięcych opresji, którym go poddawano. Na szczęście jednak, nie ma takiego człowieka, którego nie dałoby się jakoś naprawić. I nawet ja, jak widać, będąc gapą i osobą nieudaczną, zdołałam pewnego dnia zrozumieć, że wprawdzie pozwoliłam się zamknąć w niewygodnym pudełku, ale jeśli zechcę, to mogę z niego po prostu wyjść.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz