Poszłam dziś do urzędu dzielnicy. Chciałam złożyć dokumenty po to, żeby wymeldowali mi z mieszkania NNa, którego kiedyś chyba nazbyt pochopnie w nim zameldowałam. Kiedy po raz pierwszy byłam w tej sprawie w urzędzie i przedstawiłam swoją sprawę, opowiadając pokrótce, jak to się wyprowadził, a wymeldować się nie chce urzędniczka uniosła się z krzesła:
- Nie chce się wymeldować – zapytała.
- No nie – odparłam drżącym głosem.
A wtedy urzędniczka (lat około trzydziestu i o dość przeciętnym wyglądzie) tonem bardzo przyjaznym, ale też i rzeczowo opowiedziała mi, co należy zrobić, żeby się pozbyć niechcianego byłego małżonka. Dziś było podobnie, przechodząc od okienka o okienka czułam wsparcie i opiekę urzędu w osobach zatrudnionych w nim urzędniczek. Mówiły do mnie ciepło i uśmiechały się. Potem to samo, chodząc po sąsiadkach, którym musiałam przekazać przykrą informację, że być może te miłe urzędniczki przyjdą się wkrótce dopytywać, kto tu mieszka i z kim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz