Gdy byłam dziewczynką, chodziłam oczywiście (jak to dziecko urodzone na Ziemiach Odzyskanych) do przedszkola. Mieściło się ono przy ulicy Jagiellońskiej, w starej willi, niedaleko której stoi wielki ceglany budynek, na którego elewacji do dziś widnieje napis: „Państwowy Urząd Repatriacyjny”, mimo że akcja repatriacyjna skończyła się pewno z 60 lat temu. Z tego przedszkola na ul. Jagiellońskiej prowadzali nas ciągle do kina Colosseum, mieszczącego się przy ulicy 5 Lipca. W przedszkolu chodziliśmy na Bolka i Lolka, a potem w szkole na różne dni filmu radzieckiego i temu podobne. Ale widziałam tam też filmy amerykańskie – z tego, co pamiętam przynajmniej dwa: E.T. oraz Imperium kontratakuje. Bardzo to było przyjemne kino, a w jego foyer można było sobie kupić oranżadę w woreczku w kolorze żółtym. Ale widać po 1989 roku nikt już do niego nie chciał chodzić, więc zrobili tam sklep, a teraz podobno można tam popracować nad tężyzną fizyczną – tak zresztą, jak chyba to było w dawnych czasach, kiedy w tym mieście nie było jeszcze ani jednego pioniera zza Buga.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz