Trochę wesoło, a trochę smutno. Nie wiedzieć czemu, w czasie, kiedy najdłuższa noc roku już za nami, zza szafy, kanapy, albo i spod kołdry wyglądają stare upiory, niektóre bardzo zużyte. Żeby je okiełznać, wydaje się, że trzeba nie lada odwagi. Ale odwaga na nic się tu nie zda. Coś innego jest potrzebne: semiotyka. Może następnym razem znajdę pod choinką specjalną tablicę, na której wypisane będą nazwy różnych uczuć i dzięki temu (kiedy poznam już ich nazwy), łatwiej mi je będzie rozpoznawać:
- Co tam w twojej głowie, Olu?
- Proszę bardzo: to i to. Właściwie to może nie w głowie: w głowie są myśli, a uczucia nie wiadomo, gdzie.
Bardzo przydałaby mi się taka tablica. Ale póki co - muszę radzić sobie bez niej.
- Co tam w twojej głowie, Olu?
- Proszę bardzo: to i to. Właściwie to może nie w głowie: w głowie są myśli, a uczucia nie wiadomo, gdzie.
Bardzo przydałaby mi się taka tablica. Ale póki co - muszę radzić sobie bez niej.
Szopka w Lasku Bielańskim. Łyse drzewa i wszędzie liście. W żłobie leżą dwa koty, jeden czarny, drugi biały i w paski. Obok pełen chuci osioł, a w sąsiedniej zagrodzie bardzo łakoma owca. Dzieci kręcą się na karuzeli i ujeżdżają żyrafę. I trochę poniewczasie (jak to często bywa) przypomina mi się taka opowieść:
„Ja Józef szedłem i nie zszedłem.
I podniosłem oczy na firmament, i zobaczyłem, że stanął, i [spojrzałem] w powietrze, i ujrzałem, że jest pełne zdumienia, i ptactwo niebios zakrzepło w locie.
I skierowałem oczy na ziemię, i ujrzałem misę leżącą i robotników spoczywających przy posiłku, i ręce ich były w misie. I ci, którzy gryźli [pokarm] nie gryźli go, i ci, którzy go nabierali, nie podnosili [rąk], i ci, którzy nieśli do ust, nie donieśli, ale wszyscy mieli oblicza wzniesione i patrzyli w górę.
I ujrzałem, jak pędzono owce, i stanęły owce, i podniósł pasterz rękę, aby je uderzyć, i zamarła ręka podniesiona do góry.
I zwróciłem oczy na prąd rzeki, i ujrzałem kozły, które przytknęły pyski do wody i nie piły.
26 grudnia jest poniedziałek. Wstajemy rano, zbyt rano jak na świąteczny dzień. Muzyka z radia. Taka sama jak zwykle. W Londynie strajk metra. Pijemy kawę i tak dalej. Za oknami raczej szaro. Królik urządza galop po mieszkaniu. Z pokoju jednego do pokoju drugiego, potem do kuchni, hop na łóżko i cztery fikołki w powietrzu. I kiedy patrzę na te ewolucje i te piruety przypomina mi, jak moja babcia (zawsze przy wigilijnym stole) wypowiadała zdanie: „Na Nowy Rok, na kurzą stopkę, na barani skok”. Do dziś nie mam pewności, jaką ludową mądrość kryją te słowa, ale za Wielką księgę starodawnych przysłów pod przyszłoroczną choinką uprzejmie dziękuję.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz