czwartek, 15 grudnia 2011

Uwolnić karpie

Dziś przed muzeum, na trawniku widziałam stokrotki. A kiedy jechałam Alejami Jerozolimskimi  wydawało mi się, że ogólnie zrobiło się jakoś zielono.
W tym wiosennym nastroju, zanim jeszcze odebrałam Mateusza, poszłam do sklepu.
- Karta? – zapytała mnie uprzejmie kasjerka.
- Nie mam – odparłam.
- No to zakładamy – stwierdziła kasjerka,
- Nie, dziękuję – powiedziałam.
- Jak to? – zdziwiła się szczerze.
- Dziękuję – powiedziałam – nie chcę karty.
- Ale to są duże oszczędności. Zaoszczędzi sobie pani – powiedziała zachęcająco, kręcąc głową nad moim brakiem gospodarności.
- Możliwe – powiedziałam – ale nie chcę, nie chcę mieć karty i nie chcę oszczędzać.
- Dlaczego nie chce pani karty? – zapytała przytomnie.
-Nie potrzebuję jej, a poza tym i tak zaraz zgubię – zaczęłam się pokrętnie tłumaczyć.
Kasjerka popatrzyła na mnie z osłupieniem:
- Poradzi sobie pani, schowa do portfela i będzie wyciągać tylko w sklepie.
- No nie, nie chcę, dziękuję.
- Proszę panią, warto trochę pooszczędzać – powiedziała wzdychając nade mną, ale wreszcie dała za wygraną.
Zaraz jednak to, co robię z moimi pieniędzmi zeszło na dalszy plan. Za mną do kasy ustawił się zaaferowany pan z równie zaaferowaną panią, którzy w koszu mieli reklamówkę pełną karpi. Żywych i wijących się w agonalnych drgawkach. Osłupiałam całkiem. Bo sądziłam naiwnie, że nikt żywych, czy raczej umierających ryb w sklepach już nie sprzedaje. A jednak tak: karpie otwierały usta rozpaczliwie i patrzyły na mnie z wyrzutem, poczas gdy żwawi państwo przekładali je z miejsca na miejsce, żeby im nie zapaprały bombek, ciastek, kaw, herbat i tego, co tam jeszcze mieli w tym wózku. Nagle zachciało mi się te karpie im zabrać i uciec gdzieś z nimi, żeby je ratować. I nie wiem, co mnie przed tym powstrzymało – chyba tylko strach przed tą surową kasjerką.
Ale idąc z tego sklepu i słuchając śpiewu ptaków pomyślałam sobie tak: „Skoro i tak mamy wiosnę, to może damy spokój tym biednym stworzeniom, przestaniemy je więzić i dusić w reklamówkach. A podjemy z tej okazji w rodzinnym gronie po kilka jajek oraz po parę cukrowych baranków?”.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz