Rano w niedzielę, o godzinie 8 zadzwonił telefon. Zobaczyłam, że to moja mama dzwoni. „Na pewno się pomyliła, albo coś” – pomyślałam i obróciłam się na drugi bok. Ale telefon zadzwonił jeszcze raz. Niech będzie. Odebrałam.
- Słucham – powiedziałam słabym głosem.
- Córeczko, żyjesz? – to był głos mamy, pytającej się, czy żyję.
- Owszem – powiedziałam – żyję, ale śpię, a ty mnie budzisz.
- A nie pojechałaś pociągiem do Krakowa? – drążyła ona.
- Nie – na to ja – ani do Krakowa, ani nigdzie. Żyję i chcę dalej spać. Bo dzisiaj jest niedziela.
Po czym niezbyt grzecznie się rozłączyłam i poszłam jeszcze trochę pospać.
W taki oto sposób dotknęła mnie żałoba narodowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz