niedziela, 4 marca 2012

Żałoba

Rano w niedzielę, o godzinie 8 zadzwonił telefon. Zobaczyłam, że to moja mama dzwoni. „Na pewno się pomyliła, albo coś” – pomyślałam i obróciłam się na drugi bok. Ale telefon zadzwonił jeszcze raz. Niech będzie. Odebrałam.

- Słucham – powiedziałam słabym głosem.

- Córeczko, żyjesz? – to był głos mamy, pytającej się, czy żyję.

- Owszem – powiedziałam – żyję, ale śpię, a ty mnie budzisz.

- A nie pojechałaś pociągiem do Krakowa? – drążyła ona.

- Nie – na to ja – ani do Krakowa, ani nigdzie. Żyję i chcę dalej spać. Bo dzisiaj jest niedziela.

Po czym niezbyt grzecznie się rozłączyłam i poszłam jeszcze trochę pospać.

W taki oto sposób dotknęła mnie żałoba narodowa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz