Deszcz, słońce, deszcz, słońce, wiatr i w radiu podają, że zima wraca, a na ulicach Warszawy zastępy związkowców. Przez pół dnia chodzili, a to w jedną stronę, a to w drugą, słuszne racje głosząc dla jednych, a dla innych – racje niesłuszne.
„B. mówi, że są programy, przez które można monitorować czyjś komputer” – taką rewelacją podzieliłam się z Piotrem jadąc autobusem linii 517.
„Spyware. Jeśli przeczytasz lub przesłuchasz trylogię Millennium, znajdziesz tam dokładne opisy posługiwania się programami szpiegującymi” – czyli dla niego, inaczej niż dla mnie, nie była to żadna rewelacja.
„Obejrzałam film: dwa razy pierwszą wersję i raz drugą, i nic mi to nie dało” – to znaczy nijakiej wiedzy o szpiegach z tego nie wyniosłam.
„To jest to brakujące w filmie 500 stron” – objaśnił mi Piotr.
„A widzisz, warto czytać książki” – proszę, jaki przewidywalny morał: Lepiej czytać książki, niż oglądać ich ekranizacje, więcej sie można nauczyć.
Może NN przeczytał Millennium i stąd zrodził się w jego głowie chytry plan, żeby czuwać nad moim komputerowym życiem? Może tak, może nie – już teraz wszystko jedno. A ja nie chcę nikogo szpiegować, bo co ludzie robią i co mają ukryte niespecjalnie mnie ciekawi, więc nie będę. Czasem tylko zastanawiam się, co królik porabia, kiedy nikogo nie ma w domu, i kiedy już się naje do syta. Leży? Rozmyśla? Czyta gazetę? A może wyciąga z zanadrza małego netbooka i pisze jakiś swój własny pamiętnik, w którym pisze, co o nas wszystkich myśli, który zamieszcza gdzieś w sieci, i który czyta codziennie milion osób? I jak ten pamiętnik w sieci odnaleźć?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz