W niedzielny wieczór czytaliśmy bajeczkę afrykańską. Na dobranoc. Bajeczka była o tym, że stary mąż, chciał być atrakcyjny dla swojej pięknej żony i, poprzez konszachty z demonem, przemieniał się (oczywiście w tajemnicy przed żoną) w atrakcyjnego młodzieńca. Bardzo się tej nowej cielesnej powłoce podobał żonie, ale wcale to nie sprawiało, że wróciła jej miłość do starego. A wręcz nawet było przeciwnie, bo zakochała się w młodym i starego już wcale nie chciała. Postanowił zatem stary mąż wreszcie wyznać jej prawdę. Nie uwierzyła mu jednak i z wściekłości otruła go, a potem ruszyła w świat szukać ukochanego (chodzi tak pewnie po dziś dzień).
Czytałam kolejne strony, z trudem zachowując minę pokerzysty i coraz bardziej byłam zafrasowana, a nawet przerażona, co tam się jeszcze wydarzy. Przytomnie na szczęście opuściłam niezbyt dosłowny, ale jednak opis obcowania płciowego pomiędzy piękną żoną a młodzieńcem. Mateusz jednak wysłuchał bajeczki ze sporym zainteresowaniem i jak gdyby nigdy nic.
- Straszna ta opowieść, co? – zagadnęłam, kiedy wreszcie udało mi się dobrnąć do końca.
- Iiii tam... nie taka bardzo straszna – rzekł mój syn i zaczął tarmosić leżącego na poduszce z wytworną miną królika.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz