czwartek, 8 marca 2012

Dzień kobiet

Pojechałam dziś z klasą ośmiolatków na wycieczkę do Zamku Królewskiego. Było ciekawie i wesoło. Wyszliśmy stamtąd w radosnych nastrojach około godziny 12. Pani nauczycielka, dziewczynki, chłopcy i ja. Na raz, jakby spod ziemi, wyrosła dziewczyna w towarzystwie chłopaka (z którym rozmawiała po angielsku, i który chyba nic nie rozumiał z otaczającej go rzeczywistości) i zapytała mnie (bo akurat stałam najbliżej), czy może dać dziewczynkom tulipany.

- Jeśli chcą je otrzymać, to proszę bardzo – powiedziałam.

Dziewczynki chciały za wyjątkiem Moniki, która uciekła daleko poza zasięg darowywanych kwiatków.

- Czemu nie chcesz? – zapytałam.

- Bo nie jestem kobietą – odparła Monika.

- Jak to? – trudno mi było w to uwierzyć.

- Jestem dziewczynką, a nie kobietą – powiedziała i oddaliła się z godnością.


A dziewczyna rozdając tulipany, wyznała, że przed chwilą otrzymała je od wicepremiera Pawlaka, który gdzieś tam bliżej kolumny Zygmunta czatował na kobiety. Kiedy jednak nasza wycieczka się w tamtą stronę przemieściła pod kolumną widać było jedynie Millera i Wenderlicha w asyście kamer telewizyjnych, z goździkami. Nauczycielka ominęła ich szerokim łukiem, ale spod wieży kościoła św. Anny dopadł nas poseł Kalisz.

- Ach, jakie piękne kobiety! – zawołał kurtuazyjnie na widok naszej wycieczki, ale kwiatów już prawie nie miał (w dłoni trzymał pięć co najwyżej tulipanów), więc nikomu nic nie dał.

- Proszę pani – zagadnęła mnie wówczas Paula – a od kogo my dostałyśmy te kwiatki?

- Od wicepremiera Pawlaka – powiedziałam.

- Acha, muszę zapamiętać, żeby powtórzyć mamie, że to kwiatek od wicepremiera. A ten pan przed chwilą, który nas zaczepiał, to kto?

- Poseł Kalisz – powiedziałam – też był kiedyś wicepremierem. A tam wcześniej jeszcze widzieliśmy Leszka Millera, który był kiedyś samym premierem.

Paula miała wyraźnie zadowoloną minę.
(...)

A kiedy wreszcie dotarliśmy z Mateuszem do domu, znalazłam w skrzynce zaproszenie do Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno Konsultacyjnego ufundowane mi przez NNa (obecnie pracownika pana byłego premiera Millera), który (NN, a nie pan Miller) będzie w ten sposób próbował przekonać cały świat, że się nie nadaję do roli matki. Bardzo to, uważam, udany prezent na dzień kobiet. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz