Dziś w drodze do szkoły Mateusz powiedział:
- Mamo, jestem już taki duży, to może będziesz mnie puszczać do szkoły samego? – w głosie jego usłyszeć można było męstwo i odwagę.
-Pewnie! – powiedziałam – bardzo mi się ten pomysł podoba. Chcesz sam chodzić z domu do szkoły?
- E, no nie. Nie przesadzajmy – rzekł Mateusz – Podprowadzisz mnie do płotu i wtedy sam pójdę.
- Do jakiego płotu?
- A tego tutaj, koło szkoły i ja pójdę wzdłuż płotu, a ty sobie pójdziesz chodnikiem.
- Dobrze, niech będzie – powiedziałam.
I tak właśnie zrobiliśmy. Mateusz szedł wzdłuż płotu, ścieżką, a ja wzdłuż tego samego płotu, chodnikiem. Dzieliło nas z 10 metrów. Wreszcie dotarł do bramy szkolnej.
- Mamo! Mamo! – usłyszałam wołanie. Zatrzymałam się – Widzisz, jak sobie dobrze poradziłem – krzyknął Mateusz bardzo dzielnie.
- O tak! – zawołałam.
- Papa! Mamo i miłego dnia – zawołał jeszcze i śmiało wszedł przez szkolną bramę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz