Podczas mojej ostatniej wizyty u uniwersyteckiego lekarza w 2010 roku zostałam poddana szczegółowemu wywiadowi:
- Brak równowagi psychicznej jest? – pytał doktor, który niejedno pokolenie studentów i nauczycieli akademickich z niejednego już wyleczył.
- Alkoholizm jest?
- Marskość wątroby jest?
- Ile papierosów dziennie?
A ja cichutko odpowiadałam, że „nie”, „nie” i „nie”, i że papierosów też nie.
Było jeszcze badanie u stuletniego na oko laryngologa, który stał w jednym kącie pokoju i coś niewyraźnie szeptał, a mnie (stojącej w drugim rogu pomieszczenia) kazał zgadywać, co takiego szemrze pod nosem. Łatwo nie było, ale jakoś się wykaraskałam zwycięsko, wychodząc z gabinetów lekarskich z kwitem w ręku, że mogę dalej uczyć, a także spotykać się z młodzieżą oraz z ludźmi.
Dziś, w dniu imienin Krystyny i Bożeny, po kilkutygodniowych przygotowaniach, wynikających z wrodzonego lęku przed służbą zdrowia, ponownie trafiłam do przychodni na Małym Dziedzińcu naszego uniwersytetu. Pani doktor popatrzyła na mnie uprzejmie znad okularów i zaczęła wypełniać jakieś druki i księgi.
- Jak się pani czuje? – zapytała wreszcie.
- Nie narzekam – odparłam.
- Acha – powiedziała ona, pokiwała głową – czyli jest pani zdrowa – i starannie wypisała mi termin kolejnego badania organizmu na 2014 rok.
Wyszłam z przychodni na Krakowskie Przedmieście i idąc tak sobie tą piękną ulicą w lekkiej marcowej mżawce, wreszcie czułam się naprawdę zdrowa i zdolna do nie lada wyzwań.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz