wtorek, 27 marca 2012

Dorastanie (2)

I stało się. Mateusz poszedł dzisiaj sam do szkoły. Kiedy minęliśmy najpierw jedną, a potem drugą ulicę, po której jeżdżą jakieś samochody niespodziewanie oświadczył:

- To ja pójdę dzisiaj sam.

No i dobrze. Piotr i ja odeszliśmy od niego kawałek, ja patrzę, a Mateusz stoi, przebiera nogami w miejscu i rusza nosem jak królik.

-  Może cię jednak odprowadzić?  zapytałam możliwie delikatnie.

- Tak, nie, nie, tak – nie mógł się zdecydować – Dobrze, pójdę sam – powiedział wreszcie i na raz puścił się pędem w kierunku szkoły, obok garaży, a potem już wzdłuż szkolnego płotu.

A ja cały dzień myślałam: „Dobiegł, nie dobiegł, no raczej dobiegł, a jeśli nie?”. Wszystko wyjaśniła mi dopiero bardzo zadowolona mina Mateusza, którą ujrzałam po lekcjach. Okazało się, że nie tylko dobiegł, nie spotykając po drodze żadnego psa, ale w dodatku w całości dotransportował do klasy wykonaną przeze mnie wczoraj pracowicie wydmuszkę. Tak oto runęły pod naszymi stopami kolejne mury i przekroczone zostały Rubikony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz