Seria przełomowym decyzji, bo mam skłonność do pochopnego podejmowania decyzji przełomowych:
Decyzja nr 1 – była taka, że pojedziemy do sklepu zoologicznego i kupimy zwierzątko. Od zgonu ostatniego minęło trochę czasu, a wczoraj I. prezentowała pięknego chomika, którego Mateusz bardzo jej zazdrościł. Odbyliśmy na ten temat poważną rozmowę, w której rozważyliśmy kwestię opieki nad zwierzątkiem, jego mobilnością, a także sprawę naszych wzajemnych uczuć. Wszystko to się działo w tramwaju nr 18 nieoczekiwanie jadącym z Mokotowa na Plac Narutowicza, a dalej w autobusie nr 191. Ulice Warszawy były puste, bo wszyscy się pewnie przestraszyli różnych bojówek grasujących po mieście. Autobus 191 mknął w ciemnościach, a my (całkowicie nieświadomi wszystkich zagrożeń) rozmawialiśmy, jak by to było, gdybyśmy mieli świnkę, chomika, albo królika. I dziś wróciliśmy do domu z królikiem, któremu w autobusie nr 178 (z kolei) o godzinie 12 Mateusz nadał imię Michał.
Decyzja nr 2 – dotyczyła porządków po NNie, żeby je wreszcie zakończyć. Żeby oddać mu różne jego rzeczy. I teraz leżą w przedpokoju trzy sterty książek, a na wierzchu leży „Malowany ptak”. Niech je sobie zabierze.
Decyzja nr 3 – jest taka, żeby trochę bardziej panować nad emocjami. O ile jednak łatwo jest wziąć do domu zwierzątko, łatwo jest po kimś oczyścić terytorium, a nawet oddać mu książki i płyty, które wolałoby się zachować na zawsze, to ta ostatnia sprawa nie jest wcale łatwa do przeprowadzenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz