środa, 23 listopada 2011

Matka królika (1)

- Teraz masz dwóch synów – powiedział do mnie niedawno Mateusz. A na moje lekkie zdziwienie zareagował wskazując palcem na królika.
Trudno powiedzieć dlaczego, pewnie z powodu świnkowej śmierci, a może z jakiegoś innego powodu, ale bardzo się martwię o tego królika. Martwię się, że zachoruje i umrze; niepokoję się więc, kiedy je zbyt wiele i czuję obawę, gdy nie chce jeść. Boję się o niego, kiedy za dużo czasu przeznacza na sen i wtedy, kiedy pędzi galopem po całym mieszkaniu i skacze na półtora metra w górę.  Kiedy obgryza przewody elektryczne i gdy nie ma na to ochoty. Rano kiedy wstaję, najpierw idę więc zobaczyć, czy królik jeszcze żyje, a potem dopiero – dla przyzwoitości – sprawdzam, czy żyje Mateusz. No bo tak: o Mateusza z biegiem czasu już się prawie wcale nie martwię. Coraz rzadziej zaglądam do jego zeszytów, każę mu samemu pakować książki, zeszyty; ołówki i kredki temperować, a jak nie chce jeść kolacji, to go do tego nie namawiam.- niech nie je. Za to zachęcam i namawiam, żeby przyzwyczajał się do myśli, że za jakiś czas sam zacznie chodzić do szkoły i wracać z niej do domu. A za to martwię się i niepokoję o królika. Nie przewiduję też, żeby miał wychodzić sam na spacery itp.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz