Najpierw była bardzo uprzejma wymiana korespondencji:
„W przyszłym tygodniu, chciałbym odebrać wszystkie moje rzeczy, więc musimy umówić się na jakiś dzień”.
„Na szczęście dla mnie nie mam tak, że się muszę z Tobą umówić, ale z przyjemnością Ci oddam resztkę Twoich rzeczy, zwłaszcza książek, bo mi tu nieco zawadzają”.
I wreszcie nastąpił ten dzień. Przybył w towarzystwie kolegi, zresztą bardzo sympatycznego. Rozbawiło mnie to jednak trochę, ponieważ w dawnych czasach nie zostawiał na nim suchej nitki, a to że taki, a to, że nie-taki. A teraz się nagle okazało, że tylko na jego pomoc może liczyć. Tak to niestety w życiu bywa, więc w sumie należy uważać, co się opowiada o innych, a nawet co się o nich myśli (to pierwszy morał, jaki wynika z tej historii). Niestety to była ostatnia rzecz zabawna podczas tej wizyty.
Najpierw zaczął zbierać stosy książek. Sprawdził, czy oddałam mu wszystkie płyty Kultu (w tym czasie ja wyrażałam zdziwienie, dlaczego miałabym oddać wszystkie). Zażądał jakichś papierów, bodajże z ZUSu. Potem powiedział, że chce jeszcze inne książki. I zabrał biografię Ciołkosza, książkę o latach trzydziestych Garlickiego i „Onych” Torańskiej. „Wprawdzie to ja je kupiłam, no ale niech ci będzie” pomyślałam . Potem zażyczył sobie ceramicznych garnków i japońskich filiżanek.
- To mój prezent ślubny od Czesia!
Garnki i filiżanki rzucił na górę pudła z rozmaitymi rzeczami i trochę było mi ich szkoda, bo już oczami wyobraźni widziałam, jak się będą tłukły. Przy okazji nie omieszkałam powiedzieć:
- Buddę też zabrałeś, a mówiłeś, że to prezent (głowa Buddy była przywieziona z Indii).
- Prezent? Prezent? Mało prezentów ode mnie dostałaś? Zegarek! Perfumy! – coś jeszcze wymieniał, ale nie pamiętam tych dóbr.
- Oddaj mi obrączkę.
Znalazłam i oddałam (bardzo sprawnie, bo już wcześniej myślałam, żeby oddać, więc wiedziałam, gdzie jest).
– Będę miał na pierścionek zaręczynowy – powiedział do kolegi, a ja pomyślałam z ulgą, że bardzo dobrze się stało, że ja od niego takiego pierścionka nigdy nie dostałam.
- Daj mi sprzęt kempingowy, bo przecież nie będziesz go używać. I zaczął zabierać, a to krzesełka, a to stolik, wreszcie namiot. Jak szukał namiotu, znalazł hantle. Wyraził podejrzenie, że komuś oddałam ich elementy, ale jakoś poodnajdywał wszystkie. I wreszcie mówi:
- Ty nie jesteś normalna. Ludzie się kulturalnie rozstają, a ty nie potrafisz. Ludzie po rozstaniu żyją w przyjaźni, a z tobą się nie da (i to jest drugi morał, jaki wynika z tej historii). Zabrał stosy rzeczy, kolegę (który biedny, tak się nasłuchał, że siedem razy zastanowi się, zanim podejmie decyzję o zalegalizowaniu swojego związku) i poszedł. A w domu zrobiło się wreszcie więcej miejsca. I zrobiło się weselej. Zwłaszcza wesoło było królikowi, któremu podczas tej wizyty udało się kilkukrotnie (niemal cudem) uniknąć rozdeptania przez zimowe męskie obuwie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz