wtorek, 22 listopada 2011

List do Mikołaja

Listopad jest miesiącem w naszej strefie klimatycznej dość ponurym. I być może teraz właśnie nastały najbardziej ponure dni roku. Ale Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście już są przygotowane do świąt. Na Marszałkowskiej też są dekoracje, ale jednak trochę ich mniej.
- Bo przecież święta są wcale niedługo – objaśnił mi Piotr, a ja przyznałam mu rację, bo rzeczywiście są niedługo. I właściwie nie mam nic przeciwko tym dekoracjom i piosenkom świątecznym. Jedyna rzecz, której się sprzeciwiam to ciasto świąteczne, które widziałam w pewnym sklepie. Zapakowane w pudełko, wyglądało ono jakby pochodziło z zeszłego Bożego Narodzenia, albo nawet sprzed paru lat.


- Mamo, najwyższa pora napisać list do Mikołaja – powiedział Mateusz, zaraz kiedy wróciliśmy ze szkoły do domu – Przecież on musi mieć jeszcze czas na zakupy...  – objaśnił mi na wypadek wątpliwości. „Ciekawe jak długo ty będziesz jeszcze wierzył w tego Mikołaja?” – pomyślałam, ale zadałam zupełnie inne pytanie:
- A jak dostarczysz ten list?
- Może wrzucę do skrzynki, albo zostawię na biurku i Mikołaj go sobie zabierze… Jak to zrobić? Jak to zrobić? – zastanawiał się i nagle mówi do mnie – Mamo, a ty napiszesz list do Mikołaja?
- Nie, no co ty?
- Nie chcesz dostać prezentu? – Mateusz popatrzył na mnie badawczo, a w jego oczach pojawiła się nieufność.
- Chcę, ale pewnie i tak nie dostanę – powiedziałam dość niepewnie.
- Ale ty wierzysz w św. Mikołaja? – zapytał troskliwie.
-  Ależ oczywiście, że wierzę! – No i tu dawaj pogadankę o bydlęcym patronie: darowałam sobie chyba jedynie wątek kradzieży ciała Mikołaja przez Baryjczyków, żeby nie mnożyć zagadnień w tej i tak niełatwej rozmowie.
- Dobrze dobrze – przerwał mi Mateusz – a jak on się przemieszcza? To było jedno z tych rzeczowych pytań, które rodzicom na całym świecie spędzają sen z powiek.
- Chyba wiadomo ci, że ma zaprzęg z reniferami?
- No tak – westchnął Mateusz – ale to bajki, że renifery latają. Przecież niemożliwe, żeby latały. Nawet skrzydeł nie mają! 
- To wierzysz w Mikołaja, a nie wierzysz w latające renifery? – zapytałam nieco prowokacyjnie.
I wtedy Mateusz powiedział:
- Tak! A ty wierzysz w Mikołaja, a nie wierzysz, że ci przyniesie prezenty – i pokiwał ze współczuciem głową.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz