poniedziałek, 28 listopada 2011

Panny mądre i panny głupie

Dlaczego mam kłopot ze zrozumieniem treści zadania domowego drugoklasisty?
Przyglądam się temu, przyglądam i nie mam pojęcia, o co w nim chodzi. Jakieś ciągi cyfr, liczby wpisane w kwadraty, tu się musi zgadzać i tu, no i nic z tego nie rozumiem. A przecież tyle lat się uczyłam, w dodatku usiłuję uczyć innych. Teoretycznie mój umysł powinien być wyćwiczony i zdolny do różnych ewolucji, ale nic z tych rzeczy, a przynajmniej nie tym razem.

Raz w życiu postępujemy mądrze, a raz głupio. W sumie efekty i tak nie zawsze od nas zależą. Rzeczy dzieją się w dużej mierze same z siebie, a my na nie mamy tylko maleńki wpływ. Czasami wręcz większy pożytek wynika z głupiego postępowania, niż z mądrego [właściwie to tak było zawsze: kiedy myślałam, że postępuję rozsądnie, wychodziło słabo, a kiedy byłam nieroztropna, sprawy obracały się na moją korzyść] .

U mnie w pracy, w muzeum następują przeprowadzki: mamy się przenieść z miejsca na miejsce i to, zdaje się, kilka razy pod rząd. Chodzi więc po dziale ekipa przenośna, pakuje różne rzeczy w kartony, wynosi i przynosi, a tych rzeczy wcale nie ubywa. Wszystko to wytwarza nastrój schyłkowy i wydaje się potwierdzać pogłoski o zbliżającym się końcu świata. Tymczasem w domu zepsuły mi się dwie kanapy, drzwi od szafy i telewizor. Tego ostatniego najmniej szkoda, ale jaki byłby to kłopot, żeby go gdzieś wynieść, kiedy już całkiem odmówi posłuszeństwa… Kanapy zresztą mogę od biedy naprawić, drzwi od szafy też. Tu podstawić klocek lego, albo inne pudełko, tu przesunąć i będą prawie jak nowe. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz