środa, 30 listopada 2011

Wróżby

- Mamo mamo! Zróbmy sobie andrzejkowe wróżby! – zawołał Mateusz 30 listopada, około godziny 18.
- Andrzejkowe wróżby trzeba było wczoraj zrobić – powiedziałam tonem pouczającym.
- No ale proszę, proszę! Muszę wiedzieć, z kim się ożenię! – kwękał Mateusz. „Dobra, niech ci będzie” – pomyślałam, zwłaszcza że zaciekawiła mnie perspektywa poznania przyszłości mojego syna. Kontrolnie jednak zapytałam:
- To po to są andrzejkowe wróżby? 
- Tak – powiedział Mateusz – i ty sobie powróż, to będziesz wiedziała, za kogo wyjdziesz za mąż! A jak się  okaże, że nie za Piotra, tylko za jakiegoś obcego pana. To dopiero będzie! – Mateusz złapał się za głowę. – I  powróżmy Michałowi, on też musi wiedzieć, jaką będzie miał żonkę. „Tak” pomyślałam, „niczego tak nie trzeba królikowi, jak matrymonialnej obietnicy”.

Zabraliśmy się do rzeczy ze sporym znawstwem. Udało nam się znaleźć starą świeczkę, jakoś ją  stopiliśmy nie ponosząc żadnych urazów na ciele, a wreszcie po kolei nalaliśmy po porcji wosku do miski z wodą (to znaczy wosk w imieniu królika ja nalałam). I oto, jakie są efekty:

Wróżba Mateusza: jakiś pan jadący na zwierzątku; być może lajkonik, ale wcale niekoniecznie.
Moja wróżba: początkowo myśleliśmy, że myszka Miki, ale po odwróceniu do góry nogami wyszło na jaw, że to mózg.
Wróżba królika: okazała królica ze sterczącymi uszami.

Mateusz ma wątpliwości:
- Jak to? – pyta – czy ja się ożenię z lajkonikiem? Czy to możliwe?
-Niestety synku, tak z wróżby wynika – („A skąd mogę wiedzieć, czy za kilkanaście lat małżeństwa z lajkonikami nie będą możliwe, a nawet dobrze widziane?”)
Jeśli chodzi o moją wróżbę, to jestem ją skłonna traktować jako dość wymyślną metaforę.
Królik ze swojego wyniku jest zadowolony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz