Królik upodobał sobie siedzenie na komputerowym fotelu. Jest bardzo zaborczy i kiedy próbuję też sobie na tym fotelu usiąść, żeby coś (na przykład) zrobić na komputerze - ułożyć plan lekcji na przyszły rok akademicki, o innych ważnych pisaniach nawet nie wspominając - królik na mnie wskakuje, kręci się jak fryga i zaczyna kąsać. I nie wiadomo, czy to są zaloty, czy co to jest. A kiedy próbuję się go pozbyć, królik kluczy między moimi nogami, wydając tajemnicze pomruki, niespodziewanie rzuca się na któryś z kabli, usiłuje go ugryźć, a wtedy ja go od tego kabla odciągam, on usiłuje wskoczyć mi na kolana, kąsa, potem znowu desperacko rzuca się na kable. I o żadnym porozumieniu między nami nie może już być mowy.
Tak właśnie urządzony jest świat i wszystko: Jeden jest natarczywy i nachalny, czepia się drugiego. Ten się odgania, zatem pierwszy staje się agresywny, co jeszcze bardziej złości drugiego. I potem już nie ma odwrotu, bo im bardziej ten pierwszy chce, tym bardziej ten drugi nie. A im bardziej ten drugi nie chce, to ten pierwszy – chce i tak w kółko.
A morał z tego jest taki, że nawet w stanie największego nakręcenia emocji, w rozpaczy i desperacji lepiej nie rzucać się do przegryzania kabli. Bo rzadko kiedy coś pozytywnego z tego wynika. To znaczy, uścislijmy - nigdy nic nie wynika.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz