W Szczecinie spadł ponoć śnieg, więc bardzo dobrze, że nic nam nie strzeliło do głowy i nie wybraliśmy się na święta do tej Ziemi Pionierów. Wprawdzie w Warszawie też dużo lepiej nie jest. A;e przynajmniej śnieg nie pada.
Mimo atmosferycznych przeciwności do Mateusza z samego rana przyszedł zajączek i przyniósł mu całą paczkę z Gwiezdnymi wojnami i czekoladowym jajkiem z podobizną królika. Mateusz się ucieszył, choć i trochę zdziwił:
- Tylko tyle? – zapytał.
- Jak to tylko tyle? – zapytałam na to ja. W moim głosie brzmiało chyba zbyt znaczące oburzenie i może dlatego, a może z jakiegoś innego powodu Mateusz zaczął coś podejrzewać:
- Skąd ten zajączek wiedział, że mamy blue-ray? – zastanawiał się – A czy to nie wy przypadkiem kupujecie te prezenty? – zagadnął wkrótce po świątecznym śniadaniu.
- No co ty! – powiedziałam – Mnie nic na ten temat nie wiadomo…
- Acha – odrzekł nieco uspokojony. Korzystając z okoliczności pogody obejrzeliśmy więc dwie pierwsze części Gwiezdnych wojen, a potem wyszliśmy, ale było tak zimno i pusto wszędzie, że szybko byliśmy z powrotem A przecież gdyby było inaczej, to mogliśmy się wybrać nawet do Lasku Bielańskiego, żeby ujrzeć tam gdzieś zawieszony obraz pod tytułem Smoleńsk. „Kwiecień plecień, bo przeplata, trochę zimy, trochę lata” – tymi słowami podsumował ów spacer Mateusz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz