piątek, 13 kwietnia 2012

Okulary (1)


To nieprawda, że służba zdrowia źle działa w Polsce. Działa tak, jak należy. I mam na to jeden dowód:  Odwiedziliśmy dziś z Mateuszem przychodnię w szpitalu okulistycznym zaraz za rzeką Wisłą. Bardzo tam ładnie, personel uczynny, tylko przy rejestracji doszło do niewielkiej przepychanki między panem o lasce, a panią z zaklejonym okiem. Do lekarza dziecięcego nie było żadnej kolejki. W czystym i kolorowym gabinecie uśmiechnięta pani doktor dokładnie przebadała Mateusza i mnie nawet też to proponowała niewielkie badanie, ale się jakoś wybroniłam. Czułam się tak jakby wszystkie polskie szpitale oraz cały NFZ czuwał nad nami i otaczał nas swoją troską. Do tego stopnia, że prześladująca mnie od czwartku melancholia oddaliła się nagle w tym samym kierunku, z którego poprzedniego dnia przybyła. Mateusz w końcu dostał receptę na okulary i zalecenie wstrzemięźliwości komputerowej i pojechaliśmy na naszą stronę rzeki.
Udaliśmy się do sklepu, w którym sprzedają okulary i kiedy wylądowały na nosie Mateusza wykrzyknął: „Wreszcie mam okulary! Jupi!”.  A potem się zaczęło: „Chyba w tych okularach wyglądam trochę mądrzej niż bez nich, jak myślisz, mamo?”, „Szkoda, że będę je musiał zdejmować do spania...”, „A czy są okulary dla królików” itd. I tak triumfalnie, z okularami na nosie powróciliśmy do domu. Niestety zaraz przybył NN, żeby zabrać Mateusza na sobotę i niedzielę, i jakoś od razu przestało być wesoło i miło, a melancholia moja powróciła na swoje poprzednie miejsce, za towarzystwo mając jedynie królika o zwisających smętnie uszach i swędzących zębiskach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz