Na drzewach listki, na krzakach
kwiatki, a trawka zielona. Wiosna wreszcie do nas przyszła. A ja wychodzę
z muzeum i zaraz na Nowym Świecie wpadam na NNa i on do mnie mówi, że rozmawiać
chce ze mną, mimo że ja się na autobus spieszę, bo dyżur mam w mieszkaniu Chopina za 5
minut.
- Nastąpi rozwód – powiada on – 7 maja.
Jak się zgodzisz na opiekę nad Mateuszem, że tydzień ty z nim, a tydzień ja
mieszkać będziemy.
Więc mu mówię, że nie, że się nie
zgadzam i że już o tym były rozmowy, bo ciężko dziecku byłoby żyć na
raz w dwóch domach i nikt by tak mieszkać nie chciał. I na pół przedzielić się go nie da. A NN na to:
- W takim razie złożę wniosek o
rozwód z twojej winy.
A ja wtedy mówię, że to jest
szantaż i mnie ten szantaż nie interesuje, ani nie zamierzam mu ulegać, podczas
gdy autobus 503 zbliża się do przystanku. Ale nagle sobie przypominam, że miał
przecież NN przeprowadzić się do Poznania, gdzie zamierzał stworzyć synowi
naszemu prawdziwy dom, a nie taki, jak ma u mnie z królikiem i całą resztą. Więc
zaraz zaraz, co jest?
- A ty nie wyjeżdżasz przypadkiem
do Poznania? – pytam – Wczoraj jeszcze twoje plany aktualne były, a dzisiaj już nie?
I na te moje słowa wściekłość na obliczu NN widzę i słyszę, że syczy on przez zaciśnięte zęby:
I na te moje słowa wściekłość na obliczu NN widzę i słyszę, że syczy on przez zaciśnięte zęby:
- Właśnie! dwa razy rozwaliłaś
moje życie. Wcześniej je zniszczyłaś i teraz znowu. Przez ciebie nie mogę się
wyprowadzić. Przez ciebie z tego związku zrezygnować muszę!
Na szczęście autobus już na
przystanku stoi, a ja do niego wsiadam i odjeżdżam, choć jedna starsza pani na mnie ze zgrozą spogląda, a za mną odjeżdża podwójna
wina za zniszczenie NNowi całego życia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz