Pogoda się poprawiła, ale w dalszym ciągu prowadzę ożywioną korespondencję ze światem. To prawda, że tym razem sama zaczęłam, bo napisałam NNowi coś o okularach Mateusza. Na to NN napisał do mnie, że wolałby, abym nie obcinała Mateuszowi włosów. Uważa, że Mateusz powinien chodzić do fryzjera i mieć fryzurę jak się patrzy, a nie taką jaką ja mu zrobię. NN sądzi też, że wydatek za takie strzyżenie nie jest dla mnie za duży, to znaczy że mnie na to stać. I jeszcze mi napisał, żebym pilnowała telefonu, który kiedyś sprawił Mateuszowi. Jak go będę pilnowała, to jego rodzina nie będzie musiała dzwonić na mój numer, narażając się na konieczność mówienia mi „dzień dobry”, z czym ma ciągle problem. Więc (co sama powinnam rozumieć) leży to w interesie wszystkich.
A mnie owszem stać na tego fryzjera, ale jak mi się zechce, to będę Mateuszowi włosy obcinać. I nawet nie tylko jemu. Każdemu, kto mi wpadnie w ręce, obetnę. Telefonu zaś niestety, przeciwnie, raczej nie przypilnuję, bo ledwo mi się udaje upilnować własny, o pilnowaniu królika nawet nie wspominając.
Ledwie trzy tygodnie zostały do dnia, kiedy się ma odbyć następna rozprawa między NNem, a mną. Dawno powinno być już po wszystkim, a tymczasem nie. I, co gorsza, wcale się nie zanosi na rychły kres tej całej awantury. I choć nie przybyło mi z tej okazji ani jednego siwego włosa, i chociaż ani jednej nocy nie przeleżałam bezsennie z tego powodu, to z całą pewnością będę to wszystko wspominać jako najgorszą rzecz, jaka mi się przytrafiła w życiu. I tylko ciekawe, czy się czegoś przy okazji nauczę, czy też pozostanę po tym taka sama mądra, jaka byłam przedtem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz