Zadzwonił NN i od słowa do słowa
zaczęliśmy się kłócić. Trochę o pieniądze, ale raczej o różne bardziej zasadnicze rzeczy,
wytykając sobie przy okazji mniejsze lub większe winy i żale wzajemne. I nawet
trudno powiedzieć kto zaczął. Szczerze myślę, że to on, ale niewykluczone, że
NN sądzi, że to ja. W tym czasie Mateusz zamknął się w pokoju. Więc kiedy udało
mi się zakończyć tę rozmowę, a zarazem ochłonąć, poszłam do niego. I zobaczyłam
Mateusza z królikiem pod pachą, studiującego obrazki w Akademii Pana Kleksa.
- No co? – zagadnęłam.
- Nic – odrzekł. Popatrzył na
mnie znad obrazka – Dlaczego ja mam takich beznadziejnych rodziców? Co?
Dlaczego? To jest ostatni raz, kiedy wam wybaczam, że się kłócicie. Jak to się
powtórzy, to zobaczycie! To chyba jest łatwo zapamiętać, że przy dziecku nie
wolno się kłócić? Prawda?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz