sobota, 28 kwietnia 2012

Kłótnie


Zadzwonił NN i od słowa do słowa zaczęliśmy się kłócić. Trochę o pieniądze, ale raczej o różne bardziej zasadnicze rzeczy, wytykając sobie przy okazji mniejsze lub większe winy i żale wzajemne. I nawet trudno powiedzieć kto zaczął. Szczerze myślę, że to on, ale niewykluczone, że NN sądzi, że to ja. W tym czasie Mateusz zamknął się w pokoju. Więc kiedy udało mi się zakończyć tę rozmowę, a zarazem ochłonąć, poszłam do niego. I zobaczyłam Mateusza z królikiem pod pachą, studiującego obrazki w Akademii Pana Kleksa.

- No co? – zagadnęłam.

- Nic – odrzekł. Popatrzył na mnie znad obrazka – Dlaczego ja mam takich beznadziejnych rodziców? Co? Dlaczego? To jest ostatni raz, kiedy wam wybaczam, że się kłócicie. Jak to się powtórzy, to zobaczycie! To chyba jest łatwo zapamiętać, że przy dziecku nie wolno się kłócić? Prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz