Nie wolno nikogo ot tak sobie
szpiegować, zakładać mu podsłuchów na telefonie i nagrywać jego rozmów. Nie
wolno łamać zabezpieczeń na serwerach pocztowych, wykradać i upubliczniać czyjejś
korespondencji. Wszystkiego tego nie wolno i są na to nawet w różnych miejscach artykuły i
paragrafy. Chyba, że macie męża, albo żonę... To wtedy, niby w dalszym ciągu nie należy tego wszystkiego robić, ale jednak, jeśli chcecie udowodnić, że ze współmałżonka jest kawał drania lub dranicy, albo tylko, że używa czasem brzydkich słów, to znaczy macie jakąś wyższą konieczność, która wydaje wam się istotna, to nikt się specjalnie czepiać nie będzie. Wielka szkoda jedynie, myślę sobie, że przed zawarciem
związku małżeńskiego o tych specjalnych zasadach nie uprzedzają. Człowiek wychodzi więc na
głupka, bo myśli, że padł ofiarą przestępstwa, a okazuje się, że wcale nie,
jedynie był naiwny i łatwowierny, że dał się w taki sposób podejść. Organy
państwowe w osobach swoich urzędników rozkładają ręce, a nawet wyrażają
swoje współczucie, ale cóż:
- Mąż ma prawo przeglądać pani korespondencję – słyszę.
- A czy coś można zrobić, żeby nie przeglądał? – pytam, nie mogąc wyjść ze zdumienia.
- Nie, jeśli zechce, to zawsze znajdzie sposób i przeglądać ją będzie.
- To co ja mogę zrobić? – drążę cierpliwie.
- Właściwie, to niewiele.
- A
czy w takim razie mogę rozumieć, że także powinnam włamać się do skrzynki
pocztowej małżonka, wykraść z niej jego korespondencję i wysłać komu mi się podoba? –
zapytuję dociekliwie.
Ale nie, nic z tych rzeczy. Mogę odetchnąć z ulgą, bo póki
co organa państwa do tego nikogo nie zachęcają.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz