Boże jedyny! Na oczach mam malignę i mgłę, po części z niewyspania, a po części z powodu zbyt wielu godzin budowania przy pomocy komputera Wielkiego Babilonu. Widzę więc dość niewyraźnie i kojarzę niekoniecznie wszystko jak należy. Ale mimo to po oscarowej nocy z uwagą przeczytałam kilka enuncjacji prasowych i zrobiło mi się trochę nieswojo wobec krajowych opinii na temat tego, co wczoraj zdarzyło się w Los Angeles. A więc, że dzieło Agnieszki Holland tylko dlatego nie otrzymało wiadomej nagrody, bo Żydzi w Ameryce mają dość już filmów o holocauście (a zawsze się przecież mówiło, że jedynie filmy o holocauście mają tam szansę na sukces...), a za to czynniki polityczne sprawiają, że ciągnie ich do kina irańskiego (co pewnie ma jakiś związek z tą niechęcią do filmów o holocauście...). Nasza reżyserka pociesza się natomiast, że i tak ma lepiej niż Martin Scorsese, który przegrał z filmem tak słabym, według niej, jak Artysta, o którym się nawet wyraziła, że jest „idiotyczną wydmuszką”, i takie tam, podobne; nawet o uroczym piesku Uggie, występującym w tym filmie, słowa ciepłego pani Holland nie powiedziała. Czyli: źle źle źle, wszystko źle. Z dawien dawna przecież wiadomo, że naród polski zawsze miał gorzej i ciężej niż inne ludy na tym świecie, że nasza tradycja ojczysta jest taka piękna i ważna, a nikt jej nie chce, nikogo nie pociąga i nikogo nie cieszy ona. Że jak gdzieś się da, to zawsze próbują Polaków wykolegować, wszyscy, wszyscy tak robią: i Amerykanie, i Francuzi, Rosjanie (to wiadomo), no i Niemcy, i Chińczycy – no może ci ostatni nie, bo oni akurat się rozsmakowali w twórczości znanego zespołu Bayer Full, doceniając naszą rodzimą kulturę i sztukę. Ale chyba jako jedyni na całym świecie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz