Wdałam się w pogawędkę z koleżanką, która z dawnych czasów zna także NNa. Wcale nie głównie o nim rozmawiałyśmy. Skądże znowu. O różnych sprawach, ale też i jego postać się w tym wszystkim przewijała co jakiś czas. Jak to mianowicie jest, zastanowiła się ona, że NN był wcale miłym chłopakiem, co więcej nawet – był przecież socjalistą młodym i jakie to romantyczne było, i jakie fajne. I co z tymi wszystkimi młodymi socjalistami się porobiło? Jak to się dzieje, ja z kolei tak mówiłam, że niektórzy (i wcale nie tylko chłopcy, ale też dziewczyny) za młodu tacy byli przyjemni, rozmawiać się z nimi chciało i nie wiadomo, co jeszcze robić. A potem im przeszło i już tacy nie są. I już nawet nie chodzi o to, że przybyło im kilogramów, że włosy im zaczęły wypadać, zmarszczki się porobiły, bo to akurat najmniej teraz się liczy. Ale co z tą całą myślą wzniosłą, że kto za młodu nie był socjalistą, to na starość zostanie szkoda gadać, kim? Skoro, mimo że socjalistami byli, to tylu ich się właśnie stało „szkoda gadać, kim”. I taka to była rozmowa, a deszcz padał i siąpił, a autobusy sunęły ulicami, ochlapując staruszki i kobiety z wózkami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz