- 30 stopni chyba, szyny pękają, internet zamarza, a owinięte w zbyt wiele warstw ciało odmawia posłuszeństwa. W kinie zobaczyliśmy Mój tydzień z Marilyn. Wszystko z tego, że nie chciałam pójść na Różę – nie w ogóle, tylko akurat wczoraj. A nie chciałam, bo dość miałam całkiem realnych okropieństw w świecie. Nie dlatego, że jestem nie wiadomo jak wrażliwa (bo przecież wiadomo, że nie jestem), ale z tego powodu, że ostatnie dni dość mnie emocjonalnie wyczerpały. Zamiast dalszych więc potworności zobaczyliśmy film o niewinnych męskich fantazjach.
Podobno, jak oburzają się sikorki, znany krajowy seksuolog, Zbigniew Lew-Starowicz obwieścił niedawno światu, że (tu pozwolę sobie to zacytować z drugiej ręki i może wyrwane z kontekstu) „jeśli mężczyzna patrzy na kobietę, to od pierwszej chwili jest ona dla niego obiektem erotycznym. W kilka milisekund on wie, czy chciałby się z nią przespać, czy nie” itd. Nie wiem, czy tak jest naprawdę. Nie jestem mężczyzną, więc nie mogę wiedzieć. Co gorsze, zapytany o to Piotr wymigał się od odpowiedzi, to znaczy odpowiedział tak, że nic z tego dla sprawy uniwersalnej nie wyniknęło.
A mnie film o Marilyn w jakiś tajemniczy sposób złożył się w całość z powyższą myślą słynnego seksuologa. W filmie jest ona dość grubiutka, więc ciekawi mnie, czy dla współczesnych heteroseksualnych mężczyzn, wyuczonych wiadomo jakich kanonów urody damskiej, taka symbolizująca płodność bułeczkowatość jest ekscytująca i pociągająca. Domyślam się, że jedni wolą kobiety z mniejszą, a inni z większą warstwą tłuszczu, tak jak jedni wolą kobiety wesołe, a inni wolą smutne, dla jednych pociągające są kobiety złe, a dla innych dobre, można tak w nieskończoność. Mężczyźni u Dostojewskiego popadali w miłość spoglądając w oczy tych wszystkich Gruszeniek, Zoś i Nastazji, z reguły zresztą od pierwszego rzutu oka. Nikt wtedy jeszcze nie słyszał o doklejanych rzęsach i reszcie tego rodzaju sztafażu, więc może łatwiej było wtedy w damskich oczach dostrzec zwierciadło duszy, niż 80 i 120 lat później. Ale z czym innym było wtedy trudniej, bo fryzury, suknie i mufki dość dużo jednak zasłaniały. Dziś z kolei komuś takiemu jak Marilyn menedżerowie i producenci kazaliby szybko schudnąć i ubrać się w coś innego, albo przynajmniej sprawić sobie tatuaż na plecach. Czy zatem światem rządzi pragnienie piękna i dobra, popęd seksualny, czy korporacyjny porządek, albo może graficy ulepszający zdjęcia dla kolorowych czasopism?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz