niedziela, 26 lutego 2012

Wielki Babilon

Gdy miałam kilkanaście lat mniej, wydawało mi się, że jak ktoś jest uczonym, to nie tylko głowę ma w porządku, ale także kręgosłup moralny i inne części ciała na swoim miejscu. Naiwne to było przekonanie, że w nauce i sztuce chodzi o piękno, prawdę i dobro. Kiedy już się szcęśliwie takiego myślenia wyzbyłam [bo dotarło do mnie, że chodzą też po świecie uczeni, za których człowiek pięciu groszy by nie dał (i nawet tacy, co za siebie by tych groszy nie dali), i tacy, co nie potrafią dobrze napisać zdania po polsku (ani też wiele powiedzieć)], myślałam w dalszym ciągu, że edukacja, że oświata, że to takie ważne, i że całą naszą piękną Matkę Ziemię pcha do przodu. A teraz sama w niedzielny poranek wcale nie siedzę tutaj, czytając Beltinga, tylko wytwarzam i gromadzę w komputerze „tabele odniesienia efektów obszarowych do efektów kierunkowych” i „tabele odniesienia efektów kierunkowych do efektów obszarowych”. Mam tu również „matryce efektów kształcenia”, mam ciągi symboli i liczb: H1A_W06, H1A_U02, H1A_U08, albo K_W01 i K_K06 i strach pisać, co jeszcze. Za oknami powoli topnieje pierwszy wiosenny śnieg. Mój syn, wierząc najwyraźniej w postęp, edukację i naukę, ogląda kolejne odcinki Było sobie życie, a ja tymczasem z ciągów znaków i cyfr buduję Wielki Babilon. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz