- Mamo, a co to jest środa popielcowa? – zapytał wczoraj Mateusz, więc zgodnie z moim stanem wiedzy wyjaśniłam mu, co to za uroczystość. Zapytałam też kontrolnie, czy chciałby wziąć w niej udział, ale nie chciał.
- Nie nie, dziękuję – powiedział i dodał: - Oj, dobrze, że nie muszę.
- Nie, nie musisz – przyznałam mu rację.
Ale z okazji tego dnia przypomniał mi się znany utwór poetycki, znanego poety amerykańskiego, który wolał mieszkać w Anglii, i który pół życia cierpiał rozterki z powodu swojej pracy urzędniczej, choć niektórzy sądzą, że bardzo odpowiadała ona jego temperamentowi. Kiedy szliśmy o poranku do szkoły, ślizgając się po grudach lodu, brnąc w kałużach i rozmawiając o tym, co nas czeka i o tym, czego wcale się nie spodziewamy, poemat ten wydał mi się bardzo na miejscu:
Ponieważ wiem że czas jest zawsze czasem
A miejsce zawsze i jedynie miejscem
A co się staje to się staje tylko raz w tym czasie
I tylko raz w tym miejscu
Cieszę się że wszystko jest tak jak jest i
Wyrzekam się błogosławionej twarzy
I wyrzekam się głosu
Ponieważ nie mogę mieć nadziei że powrócę znów
Przeto cieszę się musząc mieć
Coś z czego mógłbym się tu cieszyć.
A miejsce zawsze i jedynie miejscem
A co się staje to się staje tylko raz w tym czasie
I tylko raz w tym miejscu
Cieszę się że wszystko jest tak jak jest i
Wyrzekam się błogosławionej twarzy
I wyrzekam się głosu
Ponieważ nie mogę mieć nadziei że powrócę znów
Przeto cieszę się musząc mieć
Coś z czego mógłbym się tu cieszyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz