środa, 30 maja 2012

Gdybym była


W kalendarzu najpierw jest dzień matki, a potem zaraz dzień dziecka. Całkiem to jest logiczne i na miejscu, bo bez matki nie ma dziecka, a bez dziecka nie ma matki. Przeczytałam ostatnio sporo tekstów o byciu matką i jej relacjach z dzieckiem, a wszystko to na tle kwestii kobiecej. Przeczytałam, co Magdalena Środa napisała w „Gazecie Wyborczej” przy okazji 26 maja: Dzień matki to dobry pretekst, żeby coś wykrzyczeć i przeczytałam wywiad z Agnieszką Graff w „Kulturze liberalnej” pt. W Polsce jest się kurą, albo jest się suką. Szczerze mówiąc przeczytałam też wiele innych rzeczy, ale te najbardziej utkwiły w mojej pamięci. Kupiłam sobie ponadto książkę Joanny Woźniczko-Czeczott Macierzyństwo non-fiction, ale z braku czasu jej jeszcze nawet nie przejrzałam. Żeby było lepiej odbyłam krocie rozmów, o byciu matką z innymi matkami i nie tylko matkami, to znaczy z kobietami i mężczyznami także. W ogóle, ponieważ mam dość refleksyjną naturę, to zawsze zastanawiałam się nad moją tożsamością matki i nad moją relacją z dzieckiem. Nawet jak ono było oseskiem, czy tam niemowlakiem to się nad tym zastanawiałam. Więc tym bardziej teraz, gdy czas płynie, a mój Mateusz zyskuje kolejne centymetry wzrostu i kolejne stałe zęby - sprawa tej tożsamości i relacji staje się coraz bardziej nabrzmiała, i coraz bardziej też to jest sprawa jego tożsamości i jego relacji z matką, czyli ze mną. Nie jest to tylko kwestia dorastania, ale i tego, że żyjąc od roku w tzw. rozbitej rodzinie musieliśmy zmienić w sobie pewne rzeczy i do nich dorosnąć.
NN wielokrotnie dawał mi w tym czasie do zrozumienia, że ja jestem matką złą i, że się na matkę nie nadaję, a kiedy raz poszłam do jakiegoś psychologa (w sumie z całkiem innej okazji) i o tym opowiedziałam, a nawet się chyba poskarżyłam na to, usłyszałam pytanie: A pani, jak o sobie myśli? A ja wtedy powiedziałam: Myślę, że nie ma racji. Myślę, że jestem dobrą matką. Ale być dobrą matką może dla mnie oznacza, co innego niż dla NNa. Na przykład: niesienie proszku ze sklepu. NN napisał do mnie ostatnio w tej sprawie, w tonie rozkazująco-zakazującym: Mateusz ma nie nosić proszku do prania, rozumiem też, że ma nie nosić zakupów itd., bo mam je sobie nosić sama. Dalej są różne inne rzeczy, które mam robić, tak a nie inaczej, aż po sprawy największej wagi: NN chciał się przeprowadzić do Poznania i zabrać tam Mateusza, uznał więc, że ja też powinnam tak zrobić. Gdybym była dobrą matką – uważa NN – to bym się przeprowadziła, a skoro nie chcę tego zrobić, to widocznie jestem matką złą. Gdybym była dobrą matką, to nie miałabym czasu na pisanie tego tutaj pamiętniczka. Gdybym była…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz