Mateusz po raz pierwszy w życiu dostał uwagę w dzienniczku. Znalazł się tam zapis
takiej mniej więcej treści: „Mateusz wraz z trzema kolegami bez pozwolenia
odłączył się od grupy i po obiedzie biegł ze stołówki do sali”. Po przeczytaniu tej tak zgrabnie
ujętej informacji prychnęłam wewnętrznie, starając się jednak zachować twarz
pokerzysty.
- Mamo mamo, nie dawaj mi kary! – zawołał mój syn.
- No dobrze, zastanowię się – powiedziałam.
- Jaką mogłabyś mi dać karę? – zastanowił się głośno – może zakaz
oglądania filmów przez trzy dni? A może zakaz bawienia się z królikiem? Albo
zakaz pójścia na zbiórkę zuchów? A może! – tu wyraźnie się ożywił – zakaz wychodzenia
z domu! To może ten zakaz mi dasz, mamo?!
- Chciałbyś dostać zakaz wychodzenia z domu? – zapytałam.
- Tak – zawołał Mateusz – wtedy nie mógłbym przez parę dni
chodzić do szkoły! Jupi!
- Zapomnij – powiedziałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz