Zadzwonił do mnie znany odkrywca obrazu Matki Boskiej
Częstochowskiej, a ja nie zdążyłam schować się pod biurko udając, że mnie nie
ma.
- Dzwonię w sprawie mojego odkrycia Matki Boskiej Częstochowskiej,
słynnego obrazu jasnogórskiego – oznajmił.
- Ach tak – powiedziałam słabym głosem.
- Bo wie pani, pomyślałem, że w końcu cała Polska powinna
dowiedzieć się, że tak naprawdę to był tryptyk, o tym moim odkryciu, wie pani... – w jego głosie brzmiał entuzjazm.
- Echm – chrząknęłam niepewnie.
- Wie pani, co to jest tryptyk? – zapytał podejrzliwie.
- Myślę, że chyba wiem – odpowiedziałam.
- Dobrze, czy już pani coś zrobiła, żeby znaleźć brakujące skrzydło?
– zapytał dość groźnie.
- No… jeszcze nie.... trochę nie miałam czasu – powiedziałam lękliwie – zresztą... – Zebrałam się na odwagę, żeby powiedzieć mu, co o tym wszystkim myślę, ale szybko mi przerwał:
- A tak, był długi weekend, to wiadomo, ale teraz będzie
pani miała czas. To ja za tydzień zadzwonię i zobaczymy, czy coś się udało
znaleźć.
- Dobrze, to niech pan zadzwoni – powiedziałam z rezygnacją.
- Dobrze, to niech pan zadzwoni – powiedziałam z rezygnacją.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz