wtorek, 1 maja 2012

Święto ludzi pracy


Tegoroczny 1 Maj minął nam na chodzeniu po Warszawie, z zachodu na wschód, z południa na północ, a potem na odwrót. Wszędzie było słonecznie, drzewiaście i kwieciście. Lud pracujący licznie opalał się tu i tam na kocach porozkładanych wśród trawników, stawał w kolejce po lody i spacerował. Tak też i my chodziliśmy w pełnym słońcu i narastającym upale, aż wreszcie pod koniec tego dnia doszliśmy do parku pod słynnymi schodami jak z Pancernika Potiomkina, gdzie dla ludu zorganizowano festyn. Muzyka tam grała, kiełbasy sprzedawano oraz balony i watę cukrową. Ale ludu prawie tam nie było, pomijając trzy pijane pary pląsające w rytm dźwięków płynących ze sceny i kilka innych przechadzających się chwiejnym krokiem między straganami. Tak to wyglądało. I łzy się nam w oczach kręciły, że nie tak jest jak kiedyś było. Ale inaczej, całkiem różnie, czyli ściśle rzecz ujmując, że całkiem jest upadle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz